Placki z jabłkami i malinami polane miodem – smażę je na maśle, a półmisek pustoszeje, zanim zdążę nalać herbatę
Robię je zawsze wtedy, gdy w koszyku zostaną dwa jabłka, a w lodówce łubianka malin. Ciasto mieszam jedną łyżką w jednej misce, więc zmywania prawie nie ma. Placki wychodzą puszyste w środku i zarumienione na brzegach, a miód z malinami robi całą resztę. Od wyjęcia mąki do pełnego talerza mija u mnie jakieś pół godziny.

Składniki:
Co potrzebujesz
- 2 jajka
- 40 g masła do smażenia
- 2 duże jabłka – najlepiej szara reneta albo antonówka
- 120 g mąki pszennej
- 100 ml mleka
- 2 łyżki cukru
- szczypta soli
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- pół łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
Dodatki
- 4 łyżki miodu
- kilka listków świeżej mięty
- 200 g świeżych malin
- cukier puder na wierzch (jeśli chcesz)
Przygotowanie:
1. Zaczynam od jabłek, bo to najdłuższa robota. Obieram, wycinam gniazda i kroję w drobną kostkę – nie większą niż centymetr. Grubsze kawałki zostają w środku twarde i placek się przy nich rozłazi. Jeśli mam pod ręką cytrynę, skrapiam kostki sokiem, żeby nie zbrązowiały, zanim ciasto będzie gotowe.
2. W dużej misce roztrzepuję jajka z dwiema łyżkami cukru i łyżeczką cukru waniliowego. Mieszam dłużej, niż się wydaje potrzebne – z minutę – aż masa zblednie i zrobi się pienista. To ta pierwsza porcja powietrza, która później podnosi placki na patelni.
3. Dolewam mleko i mieszam, aż wszystko się połączy w jednolitą, rzadką masę.
4. Mąkę mieszam wcześniej na sucho z solą, proszkiem do pieczenia i cynamonem, dopiero wtedy wsypuję do miski. Mieszam energicznie, do gładkości, rozbijając wszystkie grudki o ściankę miski. Ciasto ma powoli spływać z łyżki – gdyby stało na niej jak beton, chlusnąłbym odrobinę mleka.
5. Na końcu wsypuję jabłka i mieszam już tylko kilka razy, delikatnie, żeby nie wybić z ciasta powietrza. Ciasto zrobi się gęste i grudkowate od owoców – i bardzo dobrze, tak ma być.
6. Patelnię stawiam na średnim ogniu i rozpuszczam na niej kawałek masła. Czekam, aż zacznie skwierczeć i lekko pachnieć orzechami – dopiero wtedy nakładam ciasto. Na zimną patelnię nie warto, placki wsiąkną w tłuszcz.
7. Nakładam porcje łyżką i spłaszczam każdą jej spodem na grubość mniej więcej centymetra. Smażę 2-3 minuty z jednej strony, aż spód będzie ładnie brązowy i brzegi zmatowieją, potem przewracam i dosmażam drugą stronę. Ognia nie podkręcam – na dużym wierzch się przypali, a jabłka w środku zostaną surowe.
8. Usmażone placki przekładam na papierowy ręcznik, żeby oddały nadmiar masła. Do kolejnej partii dokładam świeży kawałek masła z tych czterdziestu gramów – tak wystarczy do końca.
9. Układam ciepłe placki na talerzu, polewam miodem, sypię garściami maliny i wtykam między nie listki mięty. Cukier puder przesiewam na samą górę, tuż przed podaniem, żeby nie zdążył się rozpuścić.

Rady babci:
Jeśli chcesz placki wyraźnie puchatsze, oddziel białka od żółtek, ubij je na sztywno i wmieszaj na samym końcu, po jabłkach – dwoma, trzema ruchami łyżki.
Ciasto za gęste i placki wychodzą zbite? Dolej łyżkę, dwie mleka. Za rzadkie i rozlewa się po patelni? Dosyp łyżkę mąki i odczekaj chwilę.
Placki brązowieją błyskawicznie, a w środku są mokre – to znak, że ogień jest za duży. Zejdź na średni i daj im te pełne trzy minuty na stronę.
Chcesz mocniejszy jabłkowy smak, podsmaż połowę kostek na łyżce masła z cynamonem i ostudź, zanim wrzucisz je do ciasta.
Dorzuć na koniec szczyptę kardamonu – to mój domowy trik, świetnie gra z jabłkami i cynamonem, a zapach niesie się po całej kuchni.
Jak przechowywać:
Wystudzone placki trzymam w szczelnym pojemniku w lodówce do dwóch dni. Przed podaniem wrzucam je na chwilę na suchą patelnię – wracają do siebie i znów mają chrupiące brzegi. Gotowych placków nie mrożę, bo robią się gumowate; wolę zamrozić surowe ciasto, przełożyć wieczorem do lodówki i usmażyć świeże rano.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast jabłek śmiało wchodzą gruszki – wyjdzie kremowiej. Maliny możesz zastąpić borówkami, truskawkami albo brzoskwiniami, co akurat jest w sezonie. Bez glutenu robię z mieszanki mąki ryżowej i ziemniaczanej w proporcji 2:1, a mleko krowie zastępuję owsianym lub migdałowym.
Z czym podać:
Na śniadanie podaję je z łyżką gęstego jogurtu naturalnego i dodatkową garścią owoców. Na deser dokładam gałkę lodów waniliowych i odrobinę karmelu.
Najczęściej zadawane pytania:
Jakie jabłka najlepiej sprawdzą się w plackach?
Bierz odmiany lekko kwaśne i twarde – szarą renetę, antonówkę albo szampiona. Trzymają kształt w kostce i nie rozpadają się w cieście. Bardzo słodkich odmian unikam, bo razem z miodem robi się mdło.
Jak sprawić, żeby placki były naprawdę puszyste?
Porządnie roztrzep jajka z cukrem, aż zbledną, i nie pomijaj proszku do pieczenia. Jabłka dodawaj na samym końcu i mieszaj już tylko kilka razy. Smaż na średnim ogniu – na zbyt dużym wierzch się przypala, a środek zostaje surowy.
Da się przygotować ciasto dzień wcześniej?
Tak, mieszam je wieczorem i wstawiam do lodówki, a rano tylko smażę. Rano ciasto bywa gęstsze, więc rozrzedzam je łyżką mleka. Jabłka lepiej wtedy skropić sokiem z cytryny, żeby przez noc nie zbrązowiały.
Czym zastąpić maliny poza sezonem?
Świetnie wchodzą borówki, jeżyny, truskawki, brzoskwinie albo kawałki gruszki. Zimą sięgam po mrożone owoce – sypię je na placki lekko rozmrożone, żeby nie rozwodniły talerza. Domowy dżem też się sprawdzi.
Nie lubię miodu – czym polać placki zamiast niego?
Syrop klonowy albo z agawy zadziała jeden do jednego. Pasuje też gęsty karmel, syrop owocowy albo po prostu jogurt z łyżką dżemu. Ilość zostaw taką samą, cztery łyżki na całą porcję to w sam raz.