Zapiekane croissanty z czekoladą – stawiam je na stół w niedzielny poranek i po dwudziestu minutach zostaje pusta forma
To jest ten deser, który robię z croissantów leżących od wczoraj na blacie. Twardsze, trochę sucharkowate – i właśnie takie są najlepsze, bo piją mleczną masę i nie rozłażą się na papkę. Czekolada topi się w środku i robi ciemne kieszonki, a brzegi robią się chrupiące jak skórka od pieczonego mleka. Roboty jest kwadrans, resztę załatwia piekarnik.

Składniki:
Piekarnia
- 5 dużych croissantów, najlepiej wczorajszych, pokrojonych na kawałki po jakieś 2,5 cm
Czekolada
- 200 g czekolady półsłodkiej, w kawałkach
Nabiał
- 480 ml mleka pełnotłustego
Jajka i słodziki
- 4 duże jajka
- 100 g cukru kryształu
Aromaty
- łyżeczka ekstraktu waniliowego
- ⅛ łyżeczki soli
Dodatki
- cukier puder do posypania
- świeże owoce albo bita śmietana do podania
Przygotowanie:
1. Piekarnik nastawiam na 175°C, żeby zdążył się porządnie nagrzać, zanim wszystko poskładam. Formę 23×33 cm smaruję masłem – dnem i bokami, bo tam właśnie masa lubi się przykleić.
2. Croissanty rwę albo tnę na kawałki po dwa i pół centymetra. Nie muszą być równe, wręcz lepiej, jak są różne – te mniejsze zmiękną, a większe zostaną chrupiące na wierzchu.
3. Układam kawałki w formie luźno, nie ubijam. Między nie wsypuję czekoladę, po trochu w różne miejsca, a garść zostawiam na sam wierzch. Chodzi o to, żeby w każdej łyżce coś się trafiło.
4. W dużej misce rozbijam jajka z cukrem, wlewam mleko, dodaję wanilię i sól. Trzepaczką mieszam, aż nie zostanie ani jedna smuga białka – masa ma być gładka i jednolita, bez piany.
5. Zalewam croissanty równo po całej powierzchni. Potem biorę szpatułkę i delikatnie dociskam wierzch, żeby każdy kawałek choć raz zanurzył się w mleku. Nie miażdżę, tylko przygniatam.
6. Zostawiam na blacie na 10-15 minut. To nie jest krok do pominięcia – w tym czasie ciasto nasiąka do środka. Jak wstawisz od razu, wierzch się spiecze, a w środku zostanie suchy okruch.
7. Wstawiam bez przykrycia na 45-50 minut. Około czterdziestej piątej minuty zaglądam i potrząsam formą – jeśli środek jeszcze faluje jak woda, daję mu jeszcze chwilę. Ma tylko leciutko drgać, nie chlupać.
8. Gdyby wierzch złapał kolor za wcześnie, na ostatnie 10-15 minut przykrywam formę folią aluminiową. Dołowi to nie przeszkadza, a góra przestaje się przypalać.
9. Wyjmuję i odstawiam na kwadrans. Ciepłe, ale nie parzące – wtedy masa się ustabilizuje i da się nałożyć porządną porcję, a nie rozlaną kałużę.
10. Na koniec przez sitko posypuję cukrem pudrem i podaję od razu, póki czekolada w środku jeszcze ciągnie się za łyżką.

Rady babci:
Jeśli masz tylko świeże croissanty, potnij je i zostaw na blacie na godzinę albo podsusz w piekarniku w 150°C przez dziesięć minut. Wilgotne ciasto to główny powód, dla którego wychodzi papka.
Nie zalewaj masy przez sitko na jedno miejsce – lej powoli po całej formie, inaczej jeden róg będzie pływał, a drugi zostanie suchy.
Środek dalej mokry, a wierzch już ciemny? Przykryj folią i piecz dalej, nie podkręcaj temperatury. Podkręcenie tylko przypali górę.
Za sucho po upieczeniu wychodzi zwykle z przetrzymania. Następnym razem wyjmij, gdy środek jeszcze drga – dojdzie sam podczas stygnięcia.
Chcesz więcej chrupiących brzegów? Weź formę szerszą i płytszą. Im cieńsza warstwa, tym więcej miejsc, gdzie masa styka się z gorącą blachą.
Jak przechowywać:
Wystudzone trzymam w lodówce, przykryte, do trzech dni. Odgrzewam w piekarniku w 160°C przez kilkanaście minut – wtedy wierzch znowu robi się chrupiący, czego mikrofalówka nie potrafi. Można też złożyć wszystko wieczorem i upiec rano.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast półsłodkiej czekolady można wziąć gorzką, jak wolisz mniej słodko, albo białą, jak na odwrót. Do masy mlecznej pasuje szczypta cynamonu albo kilka kropli ekstraktu migdałowego.
Z czym podać:
Podaję na ciepło, prosto z formy, z kopiastą łyżką bitej śmietany albo garścią malin czy truskawek. Kwaskowe owoce świetnie przełamują czekoladę.
Najczęściej zadawane pytania:
Muszą być croissanty z wczoraj, czy świeże też się nadadzą?
Świeże się nadadzą, ale są miękkie i chłoną nierówno, przez co łatwo o rozmoczony środek. Wczorajsze trzymają kształt i piją mleko równomiernie. Świeże po prostu potnij i podsusz przez godzinę na blacie.
Ile naprawdę trzeba czekać, zanim wstawię formę do piekarnika?
Dziesięć do piętnastu minut w zupełności wystarczy. W tym czasie ciasto nasiąka do samego środka i po upieczeniu wychodzi wilgotne, a nie suche w środku.
Jaka czekolada wychodzi najlepiej?
Półsłodka w kawałkach jest najbardziej uniwersalna – słodzi, ale nie mdli. Gorzka da wyraźniejszy, dorosły smak, biała pójdzie w stronę bardzo słodkiego deseru. Wszystkie trzy działają.
Po czym poznam, że jest już upieczone?
Wierzch ma być złocisty, a masa ścięta. Potrząśnij formą po czterdziestu pięciu minutach – środek powinien leciutko drgać, ale nie chlupać. Jak stoi jak kamień, to znak, że trzymałeś minutę za długo.
Czy mogę przygotować to dzień wcześniej?
Tak, i to działa bardzo dobrze. Złóż wszystko w formie, zalej masą, przykryj i wstaw do lodówki na noc, a rano piecz – dodaj wtedy pięć minut, bo forma wychodzi zimna. Można też upiec wcześniej i odgrzać w piekarniku.