Kotlety z cukinii z marchewką i ziemniakami – smażone na złoto, wychodzi ich szesnaście i nigdy nie zostaje ani jeden
Robię je zawsze wtedy, gdy w koszyku leży cukinia, a ja nie mam pomysłu na obiad. Trzy warzywa, dwa jajka, patelnia i po godzinie stoi na stole pełny półmisek. W środku miękkie, na zewnątrz chrupiąca skorupka z bułki tartej. Bez mięsa, a syci jak trzeba.

Składniki:
Warzywa
- 1 średnia cukinia, mniej więcej 370 g
- 1 cebula, około 170 g
- 2 małe marchewki, razem 150 g
- 2 ziemniaki średniej wielkości, razem 250 g
Pozostałe składniki
- 2 jajka średniej wielkości
- 2 płaskie łyżki skrobi ziemniaczanej
- 100 g bułki tartej, najlepiej bezglutenowej
- garść posiekanego szczypiorku
- 1 płaska łyżka soli
- pół łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
- 1 łyżka ziół prowansalskich
- olej roślinny do smażenia, około 50 g
Przygotowanie:
1. Warzywa myję pod bieżącą wodą. Cukinii obcinam oba końce. Jeśli jest młoda i jędrna, zostawiam ze skórką. Jeśli już dojrzała, z twardą skórą, obieram ją i łyżką wydrążam gniazdo nasienne – te pestki puszczają najwięcej wody i nic dobrego do masy nie wnoszą. Ziemniaki, marchewki i cebulę obieram.
2. Cukinię, marchew i ziemniaki ścieram na tarce o grubych oczkach. Nie na drobnych – z drobnych robi się papka. Cebulę siekam nożem tak drobno, jak potrafię, żeby nie chrupała potem w kotlecie. Szczypiorek kroję i odkładam na bok, przyda się za chwilę.
3. Starte warzywa wsypuję do miski, dodaję płaską łyżkę soli i mieszam ręką. Odstawiam na 10 minut. W tym czasie sól wyciąga wodę i na dnie zbiera się całkiem spory płyn – to dobrze, tak ma być.
4. Teraz najważniejsze. Nabieram warzywa garściami i odciskam z całej siły nad zlewem, aż przestaje kapać. Odciśnięte przekładam do większej miski. Nie żałuj sobie tutaj wysiłku – im suchsza masa, tym kotlety lepiej się trzymają i tym mniej pryska na patelni.
5. Do odciśniętych warzyw wbijam dwa jajka, dosypuję szczypiorek, dwie płaskie łyżki skrobi ziemniaczanej i pół szklanki bułki tartej. Doprawiam pieprzem i łyżką ziół prowansalskich. Soli już nie dodaję, ta z odciskania zupełnie wystarczy. Mieszam dokładnie, aż masa zrobi się jednolita i da się z niej ulepić kulkę, która nie rozpada się w dłoni.
6. Resztę bułki tartej wysypuję na płaski talerz. Nabieram masę porcjami wielkości średniego orzecha włoskiego, zwijam w kulkę, kładę w bułce i obtaczam ze wszystkich stron. Potem lekko spłaszczam i wydłużam, żeby wyszedł podłużny kotlecik. Układam na talerzu jeden obok drugiego. Z tej porcji wychodzi mi zwykle 16 sztuk.
7. Patelnię stawiam na średnim ogniu, wlewam olej i czekam, aż będzie dobrze rozgrzany – wrzucona okruszka bułki powinna od razu zacząć skwierczeć. Układam pierwszą partię, tak żeby kotlety się nie dotykały, i od razu przykręcam gaz odrobinę poniżej średniego. Smażę 6-8 minut z jednej strony, potem tyle samo z drugiej, aż będą złotobrązowe. To trwa dłużej, niż się wydaje, ale środek musi się dobrze usmażyć, bo w środku są surowe ziemniaki.
8. Zdejmuję na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem i smażę kolejną partię. Przy drugiej i trzeciej pilnuję palnika, bo patelnia jest już gorętsza i łatwo o przypalenie. Podaję na ciepło albo przestudzone – jedne i drugie są dobre.
Rady babci:
Jeśli masa wydaje się luźna i kotlety rozłażą się w dłoni, dosyp łyżkę bułki tartej i odstaw miskę na 5 minut – bułka wciągnie resztę wilgoci i wszystko się zwiąże.
Kiedy pierwszy kotlet rozpadnie się na patelni, nie przewracaj reszty za wcześnie. Poczekaj, aż spód zrobi się wyraźnie brązowy i sam odchodzi od patelni – dopiero wtedy łopatka ma czego się chwycić.
Za mocny ogień to najczęstszy błąd. Kotlet zrobi się ciemny w cztery minuty, a w środku zostanie surowy ziemniak. Lepiej ciszej i dłużej.
Nie wrzucaj na patelnię wszystkiego naraz. Stłoczone kotlety zbijają temperaturę oleju, zaczynają go wciągać i wychodzą tłuste zamiast chrupiących.
Jeżeli masa mimo odciskania puszcza wodę na talerzu, odlej ją przed formowaniem i przemieszaj resztę – inaczej bułka z wierzchu rozmięknie i skórka nie będzie chrupiąca.
Jak przechowywać:
W lodówce, w szczelnym pojemniku, trzymają się spokojnie dwa dni. Na dłużej mrożę – najpierw pojedynczo na tacce, a gdy stwardnieją, przesypuję do woreczka, żeby się nie posklejały. Rozmrożone odgrzewam na suchej patelni, nie w mikrofalówce, bo tylko tak wraca im chrupiąca skórka.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast ziemniaków możesz wziąć bataty – kotlety wyjdą słodsze i ciemniejsze. Skrobię ziemniaczaną zastąpi mąka kukurydziana, wiąże tak samo. Jajka można spróbować wymienić na zmielone siemię lniane namoczone w wodzie, a zioła prowansalskie na oregano albo tymianek, świeży lub suszony.
Z czym podać:
U mnie w domu idą z zimnym sosem czosnkowym albo jogurtem wymieszanym z koperkiem, do tego sałatka z rukoli i pomidorów. Na pełny obiad dokładam pieczone ziemniaki, a jak akurat jest w lodówce – hummus albo dip z awokado.
Najczęściej zadawane pytania:
Czy cukinię trzeba obierać przed starciem?
Młodej, jędrnej cukinii nie obieram – skórka jest cienka i ładnie się rozpada w masie. Starą, z twardą skórą i wyraźnymi pestkami, obieram i wydrążam środek, bo gniazdo nasienne to sama woda.
Dlaczego moje kotlety z cukinii się rozpadają?
Prawie zawsze przez wodę. Warzywa muszą postać 10 minut z solą, a potem trzeba je odcisnąć rękami tak, żeby przestało kapać. Jeśli masa nadal jest luźna, dosyp łyżkę bułki tartej i odstaw na chwilę.
Ile czasu i na jakim ogniu smażyć te kotlety?
Sześć do ośmiu minut z każdej strony, na ogniu odrobinę słabszym niż średni. Ziemniaki i marchew idą do masy na surowo, więc środek potrzebuje czasu – na dużym płomieniu wierzch się przypali, zanim wnętrze zmięknie.
Czy da się zrobić je bez glutenu?
Tak, wystarczy wziąć bułkę tartą bezglutenową – i do masy, i do obtaczania. Reszta składników glutenu nie zawiera, więc nic więcej nie trzeba zmieniać.
Czy mogę usmażyć je dzień wcześniej?
Spokojnie. Po nocy w lodówce smaki się przegryzają i moim zdaniem smakują nawet lepiej. Przed podaniem odgrzej je krótko na patelni, żeby wróciła chrupkość.