Twarogowe placuszki na świeżych drożdżach – puszyste jak poduszki, u mnie znikają z talerza szybciej, niż zdążę usmażyć drugą partię
To nie są zwykłe naleśnikowe placki. Ciasto rośnie na świeżych drożdżach, a twaróg robi je miękkie i sycące na długie godziny. Smażę je powoli, na małym ogniu, żeby w środku były dobrze wypieczone, a na wierzchu złociste. Z całej porcji wychodzi około szesnastu sztuk i zwykle nie zostaje ani jedna.

Składniki:
Ciasto drożdżowe
- 50 g świeżych drożdży
- 1 łyżka cukru
- 120 ml ciepłego mleka do rozczynu
- 500 g mąki pszennej
- 200 g tłustego twarogu, rozgniecionego widelcem lub zmielonego
- 3 żółtka
- 1 łyżeczka esencji waniliowej lub innego ulubionego aromatu
- 240 ml mleka w temperaturze pokojowej
- rodzynki, skórka pomarańczowa, orzechy – opcjonalnie
Przygotowanie:
1. Zaczynam od rozczynu. Kruszę drożdże do miseczki, sypię łyżkę cukru i rozcieram wszystko przez chwilę, aż drożdże zrobią się rzadkie. Wlewam ciepłe mleko – takie, żeby palec wytrzymał, nie gorętsze, bo gorące mleko zabija drożdże. Mieszam, przykrywam ściereczką i zostawiam na kilka minut, aż na wierzchu urośnie pianka.
2. Jeśli robię wersję z bakaliami, w tym czasie przerzucam je na suchej patelni. Kilka chwil, aż zapachną. Rodzynki wtedy pęcznieją, a orzechy przestają być mdłe. Ten drobiazg naprawdę robi różnicę.
3. Do dużej miski wsypuję mąkę. Dorzucam twaróg rozgnieciony widelcem, żółtka, esencję waniliową i wlewam mleko w temperaturze pokojowej. Nie mieszam jeszcze na siłę – najpierw chcę mieć wszystko razem.
4. Wlewam wyrośnięty rozczyn i dosypuję bakalie, jeśli ich używam. Teraz zaczynam wyrabiać.
5. Wyrabiam hakiem w mikserze albo ręką, jak babcia. Ciasto ma być gładkie, elastyczne i lekko odchodzić od ścianek miski. Jeśli po kilku minutach dalej jest zbite i twarde, dolewam odrobinę mleka – łyżka po łyżce, nie od razu pół szklanki.
6. Miskę przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 30 do 60 minut. Ma podwoić objętość. Nie zaglądam co pięć minut i nie ruszam miską – drożdże lubią spokój i ciepło.
7. Rozgrzewam olej na patelni. Sprawdzam kroplą ciasta – ma zacząć skwierczeć od razu, ale nie strzelać. Nakładam porcje łyżką, zostawiając między nimi miejsce, bo urosną. Smażę na małym ogniu, kilka razy przewracając, aż będą równo złociste z obu stron. Na dużym ogniu spalisz wierzch, a środek zostanie surowy – sprawdzone.
8. Zanim zdejmę pierwszą partię, wbijam patyczek w środek placuszka. Suchy – gotowe. Mokry – wracam na patelnię na chwilę. Usmażone odkładam na papierowy ręcznik, żeby puściły nadmiar tłuszczu. Przed podaniem sypię cukier puder albo stawiam obok słoik dżemu.

Rady babci:
Jeśli rozczyn po kilku minutach nie ruszy, drożdże były stare albo mleko za gorące. Nie ratuj ciasta – zacznij rozczyn od nowa, inaczej stracisz pół kilo mąki.
Ciasto za gęste, ledwo schodzi z łyżki? Dolej mleka po trochu, aż będzie miękkie i lejące się z oporem. Zbyt gęste ciasto daje zbite, ciężkie placuszki.
Kiedy pierwsza partia wychodzi ciemna na zewnątrz i wilgotna w środku, po prostu zmniejsz ogień i daj patelni chwilę ostygnąć. Kolejne będą już w porządku.
Łyżkę maczam w oleju albo w zimnej wodzie przed każdą porcją – ciasto wtedy samo zsuwa się na patelnię i nie trzeba go zeskrobywać.
Nie wkładaj placuszków jeden na drugi, dopóki są gorące. Zaparują i zrobią się gumowate. Rozłóż je swobodnie na papierowym ręczniku.
Jak przechowywać:
Trzymam je w szczelnym pojemniku w lodówce, najwyżej dwa, trzy dni. Przed podaniem odgrzewam na suchej patelni albo w piekarniku – wtedy wracają do siebie, są znów miękkie i lekko chrupiące z wierzchu. Dłużej ich nie przechowuję, bo ciasto drożdżowe traci świeżość i puszystość. Można je też spokojnie zamrozić i odgrzać przy okazji.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast świeżych drożdży użyjesz suszonych – trzeba tylko dostosować ilość i moment dodania do przepisu. Twaróg zastąpi serek homogenizowany o podobnej gęstości, wyjdzie delikatniej. Mleko krowie można wymienić na roślinne, owsiane albo migdałowe, dobre dla osób bez laktozy, a esencję waniliową na cukier waniliowy, choć aromat będzie słabszy.
Z czym podać:
Podaję z cukrem pudrem, domową konfiturą albo świeżymi owocami, czasem z łyżką jogurtu naturalnego i odrobiną miodu. Najlepiej smakują rano, do kubka gorącej kawy albo herbaty.
Najczęściej zadawane pytania:
Dlaczego moje placuszki wyszły zbite zamiast puszystych?
Najczęściej ciasto nie wyrosło do końca albo zostało za mocno wymieszane po wyrastaniu. Daj mu spokojnie podwoić objętość w ciepłym miejscu i potem obchodź się z nim delikatnie. Zbyt gęste ciasto też robi taki efekt – wtedy dolej trochę mleka.
Czy mogę wrzucić do ciasta rodzynki albo orzechy?
Jak najbardziej. Rodzynki, orzechy i skórka pomarańczowa świetnie pasują do twarogu i dają ciekawszą teksturę. Wsypuję je razem z rozczynem, najlepiej po wcześniejszym podprażeniu na suchej patelni.
Na jakim ogniu smażyć, żeby środek się wypiekł?
Zawsze na małym. Placuszki mają rumienić się powoli i mieć czas dojść w środku – na dużym ogniu wierzch będzie ciemny, a ciasto surowe. Przewracaj je kilka razy w trakcie smażenia.
Skąd wiadomo, że placuszek jest gotowy w środku?
Wbij w środek patyczek i wyciągnij. Jeśli jest suchy, placuszek jest upieczony. Jeśli zostaje na nim ciasto, wracaj na patelnię na jeszcze chwilę.
Czy te placuszki zjedzą wegetarianie?
Tak, w składzie nie ma mięsa – to mąka, twaróg, żółtka, mleko i drożdże. Spokojnie mieszczą się w diecie wegetariańskiej.