Placek cytrynowy z malinami nasączany syropem – wilgotny do ostatniego kawałka, a drugiego dnia jeszcze lepszy
To jest ciasto, które piekę, kiedy ktoś zadzwoni, że wpadnie na kawę. Dwadzieścia minut przy misce, pół godziny w piekarniku i już pachnie w całym domu. Cytryna daje kwaskowatość, maliny topią się w cieście na małe soczyste kieszonki, a syrop wlany na gorąco robi całą robotę z wilgotnością. Nie wysycha, nie kruszy się, znika.

Składniki:
Ciasto
- 190 g mąki
- 180 g miękkiego masła
- 3 jajka
- 180 g cukru
- skórka otarta z 1 cytryny
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia (może być bezglutenowy)
- około 30 sztuk malin, świeżych albo mrożonych
Syrop cytrynowy
- 50 ml soku z cytryny (mniej więcej z 2 świeżych cytryn albo z butelki)
- 50 g cukru
Polewa
- 200 g cukru pudru
- 1-2 łyżki soku z cytryny
- 1 łyżka mleka
- 50 g dżemu malinowego bez pestek
Przygotowanie:
1. Masło wyjmuję z lodówki na dobrą godzinę wcześniej, jajka też. Zimne składniki się nie połączą, masa się zwarzy i potem cały placek jest zbity. Masło ma być miękkie jak krem, ale nie roztopione.
2. Miękkie masło ucieram z cukrem, aż zrobi się jasne i puszyste. To trwa dłużej, niż się wydaje – u mnie ze trzy, cztery minuty mikserem. Potem wbijam jajka, ale pojedynczo, i każde dokładnie zamieszam, zanim dorzucę następne.
3. Cytrynę szoruję pod ciepłą wodą i ścieram z niej skórkę – tylko żółtą część, biała jest gorzka. Wrzucam do masy i mieszam. Zapach od razu robi się taki, jaki ma być.
4. Mąkę przesiewam razem z proszkiem do pieczenia i wsypuję do masy. Teraz już bez miksera, mieszam łyżką i tylko tyle, żeby mąki nie było widać. Im dłużej się miesza, tym twardszy placek.
5. Ciasto przekładam do małej blachy wyłożonej papierem, wyrównuję wierzch i rozsypuję po nim maliny. Mrożonych nie rozmrażam – lecą prosto z zamrażarki na ciasto, wtedy trzymają kształt i nie puszczają tyle soku.
6. Wstawiam do nagrzanego piekarnika i piekę w 150 stopniach z termoobiegiem jakieś 25-30 minut, na środkowej półce. Pod koniec wbijam patyczek w środek – jak wychodzi suchy, gotowe.
7. W czasie pieczenia robię syrop. Sok z cytryny i cukier wrzucam do rondelka i podgrzewam, mieszając, aż cukier zniknie do ostatniego ziarenka. Nie gotuję na ostro, ma się tylko rozpuścić.
8. Gorący placek nakłuwam gęsto wykałaczką – naprawdę gęsto, nie żałuj dziurek – i polewam syropem. Najlepiej w dwóch turach: połowa, chwila przerwy, reszta. Wtedy wsiąka równo, a nie stoi kałużą w jednym rogu.
9. Placek musi wystygnąć całkowicie, inaczej lukier spłynie na blachę. Cukier puder mieszam z sokiem z cytryny i mlekiem na gęstą, lejącą się masę. Dżem malinowy podgrzewam w rondelku, żeby zrobił się płynny.
10. Lukier rozprowadzam pędzelkiem po całym wierzchu. Na wilgotny lukier kapię małe kropki ciepłego dżemu i przeciągam po nich patyczkiem tam i z powrotem – robią się marmurkowe smugi. Odstawiam, aż polewa stężeje.

Rady babci:
Jeśli masa po dodaniu jajek wygląda jak zwarzona, dosyp łyżkę mąki z odważonej porcji i wymieszaj – połączy się z powrotem.
Pieczesz w szklanym naczyniu? Zejdź z temperaturą o jakieś 15 stopni, bo szkło trzyma ciepło mocniej i spód się przypiecze.
Wierzch złapał kolor, a środek jeszcze mokry – przykryj placek folią aluminiową i dopiekaj. Nie podkręcaj temperatury.
Lukier za rzadki i spływa po bokach? Dosyp cukru pudru po łyżce. Za gęsty i się nie rozprowadza? Kilka kropli mleka, nie więcej.
Maliny lubią opadać na dno. Obtocz je w łyżce mąki wziętej z przepisu, zanim rozsypiesz je po cieście.
Jak przechowywać:
Dobrze przykryty placek jest świeży 2-3 dni w temperaturze pokojowej, a w szczelnym pojemniku w lodówce wytrzyma do pięciu. Można go też zamrozić: kawałki zamrażam pojedynczo na tacce, potem przesypuję do woreczka i trzymam do trzech miesięcy. Rozmraża się sam na blacie albo chwilę w mikrofalówce.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast malin sprawdzą się borówki, jeżyny albo mieszanka leśnych owoców – tylko truskawek bym unikała, bo puszczają za dużo soku i ciasto robi się rozmokłe. Sok z cytryny może być z butelki, choć świeża skórka to rzecz, której niczym nie zastąpisz. Polewę można w ogóle pominąć, placek i tak jest wilgotny od syropu.
Z czym podać:
Podaję na płaskim talerzu, pokrojony w kwadraty, do mocnej kawy albo herbaty z cytryną. Do niedzielnego stołu dokładam łyżkę bitej śmietany i kilka świeżych malin obok.
Najczęściej zadawane pytania:
Czy maliny z zamrażarki nadają się do tego ciasta?
Jak najbardziej, u mnie w domu częściej lądują właśnie mrożone. Nie rozmrażaj ich – wysyp na ciasto prosto z torebki, wtedy trzymają kształt i mniej barwią ciasto na różowo.
Po co nakłuwać ciasto i polewać je syropem?
Dziurki robią drogę syropowi w głąb placka, zamiast zostawiać go na wierzchu. Dzięki temu ciasto jest wilgotne przez kilka dni i mocniej pachnie cytryną. To jest cały sekret tego przepisu.
Muszę robić lukier, czy można go odpuścić?
Można spokojnie odpuścić. Syrop już dał ciastu wilgotność i smak, lukier jest przede wszystkim dla wyglądu i dodatkowej słodyczy. Jeśli nie lubisz bardzo słodkich wypieków, zostaw sam placek.
Dlaczego trzeba czekać z lukrem, aż ciasto ostygnie?
Na ciepłym cieście cukier puder się rozpuszcza i polewa spływa cienką strużką po bokach. Na zimnym zostaje gruba, równa warstwa, po której da się zrobić marmurek z dżemu. Godzina cierpliwości robi różnicę.
Ile ciasto wytrzyma i czy da się je zrobić dzień wcześniej?
Wręcz warto zrobić je dzień wcześniej – po nocy syrop rozejdzie się równo i placek jest jeszcze soczystszy. W temperaturze pokojowej pod przykryciem trzyma się 2-3 dni, w lodówce do pięciu.