Pieczeń wieprzowa w marynacie z czosnkiem i musztardą – jedna brytfanna, godzina w piekarniku i mięso, które samo się kroi

Kilogram mięsa, słoiczek marynaty i piekarnik robi resztę. Ja nastawiam to wieczorem, a nazajutrz wstawiam do pieca i idę robić swoje. Marynata jest bez grama cukru, więc mięso nie przypala się od wierzchu, tylko powoli rumieni. Wychodzi z tego sześć porcji, a na drugi dzień w kanapkach smakuje jeszcze lepiej.

Pieczeń wieprzowa w marynacie z czosnkiem i musztardą - jedna brytfanna, godzina w piekarniku i mięso, które samo się kroi

4,7/5 · 134 oceny

Przygotowanie10 min
Pieczenie / gotowanie1 godz.
Razem1 godz. 10 min
Porcje6
Kalorie240 kcal

Składniki:

Marynata

  • 1 kg pieczeni z polędwicy wieprzowej
  • 60 ml oliwy z oliwek
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu jabłkowego
  • 1 łyżka musztardy Dijon
  • 3 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli

Przygotowanie:

1. Czosnek siekam bardzo drobno i zostawiam go na desce na jakieś dziesięć minut. To stara sztuczka – posiekany czosnek musi chwilę odpocząć, wtedy oddaje pełny aromat. W tym czasie wyjmuję resztę składników.

2. W miseczce łączę oliwę, sos sojowy, ocet jabłkowy i musztardę Dijon. Mieszam trzepaczką aż zrobi się gładko, bo oliwa lubi się trzymać z boku. Dosypuję czosnek, tymianek, rozmaryn, pieprz i sól i mieszam jeszcze raz.

3. Mięso wkładam do dużego woreczka strunowego albo do płaskiego naczynia. Zalewam marynatą i obracam kawałek kilka razy, żeby był oblepiony ze wszystkich stron – nie tylko z wierzchu, także od spodu i po bokach.

4. Zamykam worek, wyciskając powietrze, albo przykrywam naczynie i wstawiam do lodówki na minimum dwie godziny. U mnie w domu robi się to wieczorem i mięso stoi całą noc. Wtedy smak wchodzi naprawdę głęboko, nie tylko pod skórkę.

5. Na jakieś pół godziny przed pieczeniem wyjmuję mięso z lodówki, żeby przestało być lodowate. Zimny kawałek wchodzący prosto do gorącego pieca piecze się nierówno – wierzch gotowy, środek jeszcze surowy.

6. Nagrzewam piekarnik do 190 stopni. Nie wstawiam mięsa wcześniej, piec musi być naprawdę gorący.

7. Wyjmuję mięso z marynaty i układam w brytfannie. Resztę marynaty wylewam – leżało w niej surowe mięso, nie ma z niej pożytku. Wstawiam do pieca.

8. Piekę 45 do 60 minut i przez ten czas nie otwieram drzwiczek. Za każdym zajrzeniem ucieka ciepło, a skórka nie zdąży się porządnie zarumienić. Gotowe jest wtedy, gdy termometr w najgrubszym miejscu pokazuje 63 stopnie.

9. Wyjmuję brytfannę i zostawiam mięso na dziesięć minut, luźno przykryte folią. Ten kwadrans to nie strata czasu – soki się rozchodzą i przy krojeniu zostają w mięsie, a nie na desce. Kroję w poprzek włókien, w plastry na palec grubości.

Pieczeń wieprzowa w marynacie z czosnkiem i musztardą - jedna brytfanna, godzina w piekarniku i mięso, które samo się kroi

Rady babci:

Termometr do mięsa to jedyny pewny sposób – kawałek płaski i szeroki upiecze się szybciej niż gruby i krótki, więc zegarek tu kłamie.

Jeśli po godzinie mięso wciąż nie doszło do 63 stopni, dopiekaj po dziesięć minut i sprawdzaj. Lepiej dołożyć czasu niż wyjąć za wcześnie.

Wierzch blady, a środek gotowy? Podkręć na ostatnie pięć minut grill albo 220 stopni i pilnuj, bo z bladego na spalone robi się w mgnieniu oka.

Mięso wyszło suche – następnym razem wyjmij je przy 60 stopniach. W czasie odpoczynku temperatura sama jeszcze podskoczy o parę kresek.

Chcesz mniej zmywania? Wymieszaj marynatę od razu w woreczku strunowym, dopiero potem włóż mięso. Miska w ogóle nie jest potrzebna.

Jak przechowywać:

Pokrojone mięso trzymam w zamkniętym pojemniku w lodówce do trzech dni. Odgrzewam krótko, przykryte, z łyżką wody na dnie, żeby nie wyschło. Można też zamrozić w plastrach i wyjmować, ile trzeba.

Czym zastąpić składniki:

Zamiast polędwicy śmiało bierz karkówkę, łopatkę albo pieczeń z kością – trzeba tylko wydłużyć pieczenie i pilnować termometru. W marynacie ocet jabłkowy można zamienić na balsamiczny, wtedy wyjdzie słodsza nuta. Kto lubi ostrzej, dorzuca szczyptę płatków chili, a zamiast suszonych ziół idą świeże, tylko trzy razy więcej.

Z czym podać:

U mnie idzie do tego pieczona brukselka albo purée z kalafiora, czasem po prostu zielona fasolka z masłem. Do lżejszego obiadu wystarczy miska świeżej sałaty.

Najczęściej zadawane pytania:

Ile godzin naprawdę trzeba marynować to mięso?

Dwie godziny to absolutne minimum i wtedy smak siedzi tylko przy powierzchni. Jeśli masz czas, zostaw na całą noc w lodówce – różnica jest wyraźna. Dłużej niż dobę nie trzymam, bo ocet zaczyna zmieniać strukturę mięsa.

Do jakiej temperatury w środku piec wieprzowinę, żeby była bezpieczna i soczysta?

Do 63 stopni mierzonych termometrem w najgrubszym miejscu. To wystarcza, a mięso zostaje różowawe i miękkie. Wyższa temperatura oznacza już tylko suchość.

Czemu to danie jest niskowęglowodanowe?

Bo w marynacie nie ma cukru, miodu ani mąki – tylko tłuszcz, kwas i przyprawy. Na porcję wychodzi około 2,5 g węglowodanów. Całą resztę robi samo mięso, które węglowodanów nie ma wcale.

Czy mogę zrobić to z innego kawałka wieprzowiny?

Tak, ta marynata pasuje do niemal każdego kawałka – karkówki, łopatki, pieczeni z kością. Tłustsze kawałki potrzebują dłuższego pieczenia, czasem nawet półtorej godziny. Kieruj się termometrem, nie zegarkiem.

Da się przygotować wcześniej, na przyjście gości?

Jak najbardziej – mięso może leżeć w marynacie od poprzedniego dnia i czekać w lodówce. Wtedy zostaje tylko włożyć je do brytfanny i wstawić do pieca. Piecze się bez zaglądania, więc masz godzinę dla siebie.

Kiedy stoję nad tą brytfanną i czuję czosnek z rozmarynem, wracam myślami do niedzielnych obiadów sprzed lat. Smacznego.