Miętowy bark z białą czekoladą i Oreo – bez piekarnika, dwadzieścia minut roboty, a na stole leży jak z cukierni
Robię to zawsze wtedy, kiedy ktoś zadzwoni, że wpadnie za godzinę. Biała czekolada, garść pokruszonych ciastek i kropla mięty – tyle. Piekarnik zostaje zimny, a zamrażarka robi całą robotę za mnie. Wychodzi tacka nierównych, chrupiących kawałków, które znikają szybciej, niż zdążę zaparzyć herbatę.

Składniki:
Ciastka
- 10 ciastek Oreo (mniej więcej połowa dużego opakowania na 40 sztuk)
Czekolada
- 680 g białej czekolady, połamanej na kawałki
Aromaty
- od 1/4 do 1/2 łyżeczki aromatu miętowego
Barwniki
- zielony barwnik spożywczy – tyle, ile uznasz za stosowne
Przygotowanie:
1. Najpierw wykładam blachę papierem do pieczenia. Robię to zanim cokolwiek roztopię, bo potem nie ma na to czasu – czekolada tężeje szybciej, niż się człowiek obejrzy.
2. Ciastka wrzucam do miski i łamię palcami na nieduże kawałki. Nie na proszek, tylko tak, żeby zostały wyraźne okruchy – to one później chrupią pod zębami.
3. Czekoladę rozpuszczam powoli. W mikrofalówce krótkimi porcjami po pół minuty, za każdym razem wyciągam i mieszam, albo nad garnkiem z gorącą wodą. Ma być gładka i błyszcząca, nigdy gorąca.
4. Kiedy jest już płynna, wlewam aromat miętowy i dodaję barwnik. Mieszam energicznie i szybko, żeby kolor się równo rozszedł. Zaczynam od mniejszej ilości mięty – dosypać zawsze można, odjąć już nie.
5. Wsypuję pokruszone ciastka i mieszam łagodnie, kilkoma ruchami od dołu do góry. Każdy okruch ma być otulony czekoladą, ale bez ubijania – inaczej zrobią się grudy, których potem nie da się ładnie połamać.
6. Masę wykładam na przygotowaną blachę i rozprowadzam łopatką na taką grubość, jaką lubię. U mnie w domu wychodzi mniej więcej pół centymetra – cieńsza łamie się ładniej, grubsza dłużej się je.
7. Wstawiam blachę do zamrażarki na dwie godziny. Ma stwardnieć na wylot, nie tylko z wierzchu. Jak naciśniesz palcem i nic nie ustępuje, jest gotowa.
8. Wyjmuję razem z papierem, kładę na desce i łamię rękami na nierówne kawałki. Wychodzi ich jakieś dwadzieścia cztery. Nierówne są najładniejsze – niech nikt tego nie kroi linijką.

Rady babci:
Biała czekolada wybacza najmniej ze wszystkich. Jeśli zrobi się grudkowata i matowa, znaczy że się przegrzała – takiej już nie uratujesz, trzeba zacząć od nowa na mniejszym ogniu.
Do topienia bierz zupełnie suchą miskę i suchą łyżkę. Jedna kropla wody potrafi ściąć całą masę w kilka sekund.
Nie żałuj papieru do pieczenia i wypuść go poza brzegi blachy. Za te wystające rogi wyciągniesz potem całą płytę bez łamania jej w formie.
Jeśli aromat miętowy wyszedł za mocny, następnym razem daj sam ćwierć łyżeczki. Mięta rośnie w smaku po schłodzeniu, więc na ciepło zawsze wydaje się słabsza, niż jest naprawdę.
Barwnik dodawaj po kropelce i mieszaj do końca, zanim dosypiesz więcej. Łatwiej pogłębić kolor, niż rozjaśnić za ciemny.
Jak przechowywać:
Trzymam w lodówce, w pudełku z dobrze dopasowaną pokrywką – wtedy zostaje chrupiąca i nie poci się jak w cieple. Tak wytrzymuje dwa tygodnie. Na dłużej wkładam do zamrażarki, gdzie stoi nawet trzy miesiące i po rozmrożeniu smakuje tak samo.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast białej czekolady można wziąć gorzką, jeśli wolisz mocniejszy smak, albo obie naraz i przeciągnąć widelcem na marmurek. Aromat miętowy zastąpisz miętą zieloną, a jak w domu ktoś mięty nie lubi – wanilią, wtedy wychodzi łagodniej. Osobom unikającym glutenu robię to samo na bezglutenowych ciastkach z nadzieniem.
Z czym podać:
Podaję na płaskim talerzu obok owoców i orzechów, do kawy albo herbaty. Drobne okruchy zostawiam do posypania babeczek i lodów, a większe kawałki pakuję w celofan ze wstążką i rozdaję pod choinkę.
Najczęściej zadawane pytania:
Dlaczego biała czekolada mi się warzy przy topieniu?
Prawie zawsze dlatego, że była za gorąca albo trafiła do niej woda. Rozpuszczaj ją krótkimi impulsami w mikrofalówce lub nad parą, mieszając za każdym razem, i zdejmij z ciepła, gdy zostało jeszcze kilka niedotopionych kawałków – resztę dorobi własne ciepło.
Ile aromatu miętowego dać, żeby nie było jak pasta do zębów?
Zacznij od ćwierć łyżeczki i spróbuj masy przed wylaniem na blachę. Pół łyżeczki to już wyraźna, chłodna mięta – jeśli lubisz łagodniej, zostań przy mniejszej porcji.
Kruszyć ciastka ręką czy w malakserze?
Najlepiej ręką, na nierówne kawałki. Jeśli używasz malaksera, puszczaj go krótkimi impulsami i pilnuj, żeby nie zmielił wszystkiego na pył – bez wyraźnych okruchów nie będzie chrupania.
Jak długo musi tężeć, zanim ją połamię?
Dwie godziny w zamrażarce albo w lodówce, aż masa będzie twarda na wskroś. Sprawdź palcem – jeśli powierzchnia jeszcze ustępuje pod naciskiem, daj jej kolejne pół godziny, bo za wcześnie połamana będzie się kruszyć nierówno.
Czy można zrobić ją wcześniej, na przykład na święta?
Jak najbardziej, i tak właśnie robię. W szczelnym pudełku w lodówce stoi dwa tygodnie, a w zamrażarce trzy miesiące – wyjmij na kwadrans przed podaniem, żeby nie była lodowata.