Japoński sos marchewkowo-imbirowy z blendera – dziesięć minut roboty, a zwykła sałata lodowa znika z miski pierwsza

To ten pomarańczowy sos, który dostaje się w japońskich knajpach do chrupiącej sałaty. Robię go w blenderze i schodzi mi na to tyle czasu, ile trwa zaparzenie herbaty. Jest kwaskowaty, lekko słodki i porządnie pachnie świeżym imbirem. Wychodzi go całkiem spory słoik, a stoi w lodówce tydzień i z dnia na dzień robi się tylko lepszy.

Japoński sos marchewkowo-imbirowy z blendera - dziesięć minut roboty, a zwykła sałata lodowa znika z miski pierwsza

4,7/5 · 150 ocen

Przygotowanie10 min
Razem10 min
Porcje12 / 2 łyżki na porcję
Kalorie66 kcal

Składniki:

  • 125 g marchewki (4,4 oz), obranej i pokrojonej
  • 30 g czerwonej cebuli (1 oz)
  • 30 g jabłka odmiany gala (1 oz), obranego – może być każde inne jabłko
  • 10 g imbiru (0,35 oz), obranego
  • 1/4 szklanki octu ryżowego – albo jabłkowy, albo zwykły biały
  • 1/4 szklanki oleju z awokado albo innego łagodnego oleju
  • 1 łyżka oleju sezamowego z prażonego sezamu
  • 1 łyżka zwykłego sosu sojowego, nie ciemnego
  • 4 łyżeczki białego cukru – albo brązowy, miód czy syrop klonowy
  • 2 łyżki zimnej wody

Przygotowanie:

1. Najpierw obieram wszystko, co trzeba obrać: marchew, imbir, jabłko i cebulę. Marchew kroję na krótkie kawałki, bo blender lepiej sobie z nimi poradzi niż z całym korzeniem.

2. Marchew wrzucam do blendera pierwsza i zalewam ją dwiema łyżkami zimnej wody. Miksuję krótko, tylko do rozdrobnienia. Ten jeden ruch decyduje o tym, czy sos będzie gładki, czy będziesz go potem gryzła.

3. Do rozbitej marchwi dodaję imbir, jabłko i czerwoną cebulę. Nie muszę ich drobno kroić, wystarczy że wejdą do dzbanka.

4. Wlewam ocet ryżowy i sos sojowy, sypię cukier. Ocet ma być dobrze odmierzony – to on trzyma cały ten sos w kupie i daje mu tę kwaśność, o którą chodzi.

5. Na koniec dodaję olej z awokado i olej sezamowy. Sezamowy leci ostatni, bo jest mocny i chcę mieć nad nim kontrolę.

6. Miksuję na wysokich obrotach, aż sos będzie zupełnie gładki, bez najmniejszej grudki. Ma być lejący, nie gęsty jak majonez. Jak blender zaczyna pracować głośno i ciężko, zatrzymuję go, zgarniam boki łyżką i miksuję dalej.

7. Próbuję łyżeczką. Za ostro od imbiru – łyżeczka cukru wyrówna. Za mdło – odrobina octu i od razu wszystko się budzi.

8. Przelewam do wyparzonego słoika i wstawiam do lodówki na pół godziny. Prosto z blendera jest dobry, ale po tym odpoczynku smaki się układają i dopiero wtedy jest ten właściwy.

Japoński sos marchewkowo-imbirowy z blendera - dziesięć minut roboty, a zwykła sałata lodowa znika z miski pierwsza

Rady babci:

Jeśli sos wyszedł zbyt gęsty, dolej łyżkę zimnej wody i przemiksuj – lepsze to niż dolewanie oleju, po którym robi się ciężki.

Grudki marchwi biorą się z tego, że wszystko poszło do blendera naraz. Rozbij samą marchew z wodą, zanim dorzucisz resztę, a problem znika.

Imbir obieraj łyżeczką, nie obieraczką – zeskrobuje samą skórkę i nie marnujesz miąższu, którego i tak jest tylko dziesięć gramów.

Sos w lodówce lubi się rozwarstwić. To nie znaczy, że się zepsuł. Zakręć słoik i porządnie potrząśnij.

Nie rezygnuj z jabłka, nawet jeśli wydaje ci się dziwne w sosie. To ono wiąże olej z octem i naturalnie zagęszcza całość.

Jak przechowywać:

Trzymam w szczelnie zakręconym szklanym słoiku w lodówce do siedmiu dni. Po pierwszej dobie smakuje nawet lepiej niż od razu. Kolor może z czasem trochę zblaknąć i to zupełnie normalne – na smak nie ma to wpływu.

Czym zastąpić składniki:

Ocet ryżowy spokojnie zastąpisz jabłkowym albo zwykłym białym, a olej z awokado każdym neutralnym – rzepakowym czy z pestek winogron. Zamiast sosu sojowego można wziąć tamari, tylko dodaj go odrobinę mniej, bo bywa słodsze. Kto chce bardziej japońskiego smaku, niech doda łyżeczkę pasty miso i sprawdzi, czy nie chce więcej.

Z czym podać:

Najlepszy jest na chrupiącej sałacie lodowej z marchewką w słupki, plasterkami pomidora, ogórka, rzodkiewki i cebuli. Sprawdza się też jako marynata do tofu albo kurczaka i polany na warzywa z pary.

Najczęściej zadawane pytania:

Czy zrobię ten sos bez blendera?

Robot kuchenny da radę tak samo dobrze. Bez żadnego z nich będzie trudno – marchew i imbir trzeba by zetrzeć na najdrobniejszych oczkach tarki i sos i tak nie wyjdzie gładki, tylko taki bardziej siekany.

Ile tego sosu wychodzi z jednej porcji przepisu?

Około 350 ml, czyli spory słoiczek. Licząc po dwie łyżki na osobę, starcza na jakieś dwanaście porcji sałatki. W sam raz, żeby zrobić raz i mieć na cały tydzień.

Da się przygotować mniej ostrą wersję?

Tak, po prostu zmniejsz ilość imbiru o połowę. Jeśli trafisz na młody imbir, weź jego – jest łagodniejszy i bardziej pachnący niż stary, włóknisty korzeń.

Można ten sos zamrozić?

Nie polecam. To emulsja z oleju i octu, po rozmrożeniu rozpada się na warstwy i nie chce już wrócić do gładkości. Skoro trzyma tydzień w lodówce, po prostu zrób mniejszą porcję.

Czym zastąpić jabłko gala, jeśli mam inne?

Każdym obranym, słodkim jabłkiem – fuji, honeycrisp, ligol. Unikaj bardzo kwaśnych odmian, bo w sosie jest już ocet i całość zrobi się za ostra.

Zrób ten słoik w niedzielę, a przez tydzień żadna sałatka nie będzie już nudna. Smacznego!