Arbuzowe mochi bez grama barwnika – różowe od samego soku z arbuza i gotowe na patelni w kwadrans
Robię je zawsze wtedy, gdy w kuchni leży pół arbuza i nikt nie ma ochoty go dojeść. Mochi wychodzą miękkie, ciągnące, delikatnie słodkie, a ten różowy kolor to wyłącznie sok z owocu – żadnego barwnika z buteleczki. Nie trzeba parownicy ani wprawy, wszystko dzieje się na jednej patelni przez kilkanaście minut. Potem lodówka robi resztę roboty za mnie.

Składniki:
- 1 szklanka mąki kleistej ryżowej
- 1/4 szklanki cukru trzcinowego
- 1/3 szklanki skrobi ziemniaczanej
- 3/4 szklanki świeżo wyciśniętego soku z arbuza, przecedzonego
- 2 łyżki oleju rzepakowego (podzielone)
Przygotowanie:
1. Zaczynam od soku. Kawałki arbuza wrzucam do blendera i miksuję, aż zostanie sama gładka, płynna masa. Przelewam to przez sitko, żeby zatrzymać włókna i pestki – w mochi nie ma na nie miejsca. Odmierzam dokładnie 3/4 szklanki przecedzonego soku.
2. W dużej misce mieszam suche rzeczy: mąkę kleistą ryżową, cukier trzcinowy i skrobię ziemniaczaną. Mieszam porządnie łyżką, żeby skrobia nie została nigdzie w kupce.
3. Robię palcami dołek na środku, wlewam do niego sok z arbuza i jedną łyżkę oleju. Rozprowadzam od środka na zewnątrz, aż ciasto będzie gładkie jak rzadka śmietana, bez ani jednej grudki. Grudka teraz to twarda kulka w gotowym mochi.
4. Dużą patelnię z powłoką nieprzywierającą stawiam na średnio małym ogniu i wlewam drugą łyżkę oleju. Ogień musi być mały – na dużym masa przypali się od spodu, zanim zdąży zgęstnieć w środku.
5. Powoli wlewam ciasto na patelnię i od pierwszej sekundy mieszam. Bez przerwy, przez 3-4 minuty. Najpierw nic się nie dzieje, a potem masa nagle łapie, gęstnieje i z bladoróżowej robi się różowo-pomarańczowa i błyszcząca. To jest ten moment.
6. Zdejmuję patelnię z ognia. Ręce smaruję odrobiną oleju – inaczej ta masa przyklei mi się do palców jak guma – i zgarniam wszystko w jedną kulę.
7. Kulę kładę na kawałku papieru do pieczenia, nakrywam drugą połową papieru i dociskam dłonią, aż zrobi się z tego równy kwadratowy placek. Papier robi całą robotę, nic nie przywiera.
8. Zawinięte w papier mochi wkładam do pojemnika 15 x 15 cm, zamykam pokrywką i wstawiam do lodówki na 1-2 godziny. Ma się schłodzić i porządnie stężeć – wcześniej nie ma sensu go ruszać.
9. Wyjmuję, oprószam obie strony mąką kleistą ryżową i kroję natłuszczonym nożem na kostki – u mnie takie na jeden kęs. Każdą kostkę jeszcze raz obtaczam z każdej strony w mące ryżowej, żeby się nie posklejały. Podaję od razu, a to, co zostanie, chowam do szczelnego pojemnika i trzymam w lodówce najwyżej dwa dni.

Rady babci:
Kupuj najdojrzalszy, najsłodszy arbuz, jaki znajdziesz – od niego zależy i smak, i kolor. Z bladego, wodnistego owocu wyjdzie blade, wodniste mochi.
Jeśli po schłodzeniu mochi jest zbyt miękkie i rozłazi się przy krojeniu, było za krótko gotowane. Następnym razem trzymaj masę na patelni, aż wyraźnie zmieni kolor i zrobi się tak gęsta, że ciągnie się za łyżką.
Twarde albo gumowate mochi to znak, że poszło za długo na ogniu albo mąki było za dużo. Mierz mąkę bez ubijania w szklance i zdejmuj patelnię z ognia zaraz po tym, jak masa zgęstnieje.
Nóż zamaczaj w wodzie po każdym cięciu i wycieraj – wtedy krawędzie są czyste, a kostki równe.
Pilnuj, żeby to była mąka z ryżu kleistego, nie zwykła mąka ryżowa. Tylko ta pierwsza daje charakterystyczną ciągliwość, ze zwykłej wyjdzie kruszący się placek.
Jak przechowywać:
Najlepsze są świeże, tego dnia. Resztki trzymam w lodówce do dwóch dni w pojemniku ze szczelną pokrywką – byle jaka pokrywka i mochi wysycha oraz twardnieje w kilka godzin. Przed podaniem wyjmuję je na jakieś 15 minut, żeby doszły do temperatury pokojowej, i w razie potrzeby obsypuję świeżą mąką ryżową.
Czym zastąpić składniki:
Ta sama technika działa z innymi sokami i przecierami owocowymi – truskawkowym, mango, a nawet niebieskim naparem z klitorii. Ważne, żeby zachować tę samą ilość płynu, bo od niej zależy cała tekstura. Zamiast oleju rzepakowego można wziąć każdy inny neutralny w smaku, na przykład z pestek winogron albo łagodną oliwę.
Z czym podać:
Podaję na płaskim talerzu, obficie oprószone mąką ryżową, z kubkiem zielonej herbaty albo obok miski schłodzonego arbuza. Latem stawiam je na stół prosto z lodówki, na koniec obiadu.
Najczęściej zadawane pytania:
Jak zrobić sok z arbuza do mochi?
Pokrój arbuza w kostkę i zmiksuj w blenderze na gładko, a potem przelej przez sitko, żeby zostały w nim miąższ i pestki. Do przepisu odmierz 3/4 szklanki gotowego, przecedzonego soku.
Czy zwykła mąka ryżowa zastąpi kleistą?
Nie zastąpi. Tylko mąka z ryżu kleistego daje tę ciągnącą, elastyczną strukturę, po której poznaje się mochi. Ze zwykłej mąki ryżowej wyjdzie masa, która się kruszy i rozpada przy krojeniu.
Co zrobić, żeby ciasto nie kleiło się do rąk?
Przed dotknięciem gorącej masy natłuść dłonie odrobiną oleju – to wystarczy. Do formowania używaj papieru do pieczenia, a do krojenia noża posmarowanego olejem albo zamoczonego w wodzie.
Można zrobić mochi dzień wcześniej?
Można, ale nie dwa dni wcześniej. Najlepiej smakują świeże; w szczelnym pojemniku w lodówce wytrzymają do dwóch dni, z każdą godziną robiąc się odrobinę twardsze. Wyjmij je kwadrans przed podaniem.
Po co obsypywać mochi mąką ryżową?
Mąka tworzy suchą warstewkę, dzięki której pokrojone kostki nie zlepiają się w jedną bryłę. Bez niej po godzinie w pojemniku znajdziesz zamiast kostek jeden różowy placek.