Arbuzowe mochi bez grama barwnika – różowe od samego soku z arbuza i gotowe na patelni w kwadrans

Robię je zawsze wtedy, gdy w kuchni leży pół arbuza i nikt nie ma ochoty go dojeść. Mochi wychodzą miękkie, ciągnące, delikatnie słodkie, a ten różowy kolor to wyłącznie sok z owocu – żadnego barwnika z buteleczki. Nie trzeba parownicy ani wprawy, wszystko dzieje się na jednej patelni przez kilkanaście minut. Potem lodówka robi resztę roboty za mnie.

Arbuzowe mochi bez grama barwnika - różowe od samego soku z arbuza i gotowe na patelni w kwadrans

4,8/5 · 67 ocen

Przygotowanie2 godz.
Pieczenie / gotowanie14 min
Razem2 godz. 14 min
Kalorie70 kcal

Składniki:

  • 1 szklanka mąki kleistej ryżowej
  • 1/4 szklanki cukru trzcinowego
  • 1/3 szklanki skrobi ziemniaczanej
  • 3/4 szklanki świeżo wyciśniętego soku z arbuza, przecedzonego
  • 2 łyżki oleju rzepakowego (podzielone)

Przygotowanie:

1. Zaczynam od soku. Kawałki arbuza wrzucam do blendera i miksuję, aż zostanie sama gładka, płynna masa. Przelewam to przez sitko, żeby zatrzymać włókna i pestki – w mochi nie ma na nie miejsca. Odmierzam dokładnie 3/4 szklanki przecedzonego soku.

2. W dużej misce mieszam suche rzeczy: mąkę kleistą ryżową, cukier trzcinowy i skrobię ziemniaczaną. Mieszam porządnie łyżką, żeby skrobia nie została nigdzie w kupce.

3. Robię palcami dołek na środku, wlewam do niego sok z arbuza i jedną łyżkę oleju. Rozprowadzam od środka na zewnątrz, aż ciasto będzie gładkie jak rzadka śmietana, bez ani jednej grudki. Grudka teraz to twarda kulka w gotowym mochi.

4. Dużą patelnię z powłoką nieprzywierającą stawiam na średnio małym ogniu i wlewam drugą łyżkę oleju. Ogień musi być mały – na dużym masa przypali się od spodu, zanim zdąży zgęstnieć w środku.

5. Powoli wlewam ciasto na patelnię i od pierwszej sekundy mieszam. Bez przerwy, przez 3-4 minuty. Najpierw nic się nie dzieje, a potem masa nagle łapie, gęstnieje i z bladoróżowej robi się różowo-pomarańczowa i błyszcząca. To jest ten moment.

6. Zdejmuję patelnię z ognia. Ręce smaruję odrobiną oleju – inaczej ta masa przyklei mi się do palców jak guma – i zgarniam wszystko w jedną kulę.

7. Kulę kładę na kawałku papieru do pieczenia, nakrywam drugą połową papieru i dociskam dłonią, aż zrobi się z tego równy kwadratowy placek. Papier robi całą robotę, nic nie przywiera.

8. Zawinięte w papier mochi wkładam do pojemnika 15 x 15 cm, zamykam pokrywką i wstawiam do lodówki na 1-2 godziny. Ma się schłodzić i porządnie stężeć – wcześniej nie ma sensu go ruszać.

9. Wyjmuję, oprószam obie strony mąką kleistą ryżową i kroję natłuszczonym nożem na kostki – u mnie takie na jeden kęs. Każdą kostkę jeszcze raz obtaczam z każdej strony w mące ryżowej, żeby się nie posklejały. Podaję od razu, a to, co zostanie, chowam do szczelnego pojemnika i trzymam w lodówce najwyżej dwa dni.

Arbuzowe mochi bez grama barwnika - różowe od samego soku z arbuza i gotowe na patelni w kwadrans

Rady babci:

Kupuj najdojrzalszy, najsłodszy arbuz, jaki znajdziesz – od niego zależy i smak, i kolor. Z bladego, wodnistego owocu wyjdzie blade, wodniste mochi.

Jeśli po schłodzeniu mochi jest zbyt miękkie i rozłazi się przy krojeniu, było za krótko gotowane. Następnym razem trzymaj masę na patelni, aż wyraźnie zmieni kolor i zrobi się tak gęsta, że ciągnie się za łyżką.

Twarde albo gumowate mochi to znak, że poszło za długo na ogniu albo mąki było za dużo. Mierz mąkę bez ubijania w szklance i zdejmuj patelnię z ognia zaraz po tym, jak masa zgęstnieje.

Nóż zamaczaj w wodzie po każdym cięciu i wycieraj – wtedy krawędzie są czyste, a kostki równe.

Pilnuj, żeby to była mąka z ryżu kleistego, nie zwykła mąka ryżowa. Tylko ta pierwsza daje charakterystyczną ciągliwość, ze zwykłej wyjdzie kruszący się placek.

Jak przechowywać:

Najlepsze są świeże, tego dnia. Resztki trzymam w lodówce do dwóch dni w pojemniku ze szczelną pokrywką – byle jaka pokrywka i mochi wysycha oraz twardnieje w kilka godzin. Przed podaniem wyjmuję je na jakieś 15 minut, żeby doszły do temperatury pokojowej, i w razie potrzeby obsypuję świeżą mąką ryżową.

Czym zastąpić składniki:

Ta sama technika działa z innymi sokami i przecierami owocowymi – truskawkowym, mango, a nawet niebieskim naparem z klitorii. Ważne, żeby zachować tę samą ilość płynu, bo od niej zależy cała tekstura. Zamiast oleju rzepakowego można wziąć każdy inny neutralny w smaku, na przykład z pestek winogron albo łagodną oliwę.

Z czym podać:

Podaję na płaskim talerzu, obficie oprószone mąką ryżową, z kubkiem zielonej herbaty albo obok miski schłodzonego arbuza. Latem stawiam je na stół prosto z lodówki, na koniec obiadu.

Najczęściej zadawane pytania:

Jak zrobić sok z arbuza do mochi?

Pokrój arbuza w kostkę i zmiksuj w blenderze na gładko, a potem przelej przez sitko, żeby zostały w nim miąższ i pestki. Do przepisu odmierz 3/4 szklanki gotowego, przecedzonego soku.

Czy zwykła mąka ryżowa zastąpi kleistą?

Nie zastąpi. Tylko mąka z ryżu kleistego daje tę ciągnącą, elastyczną strukturę, po której poznaje się mochi. Ze zwykłej mąki ryżowej wyjdzie masa, która się kruszy i rozpada przy krojeniu.

Co zrobić, żeby ciasto nie kleiło się do rąk?

Przed dotknięciem gorącej masy natłuść dłonie odrobiną oleju – to wystarczy. Do formowania używaj papieru do pieczenia, a do krojenia noża posmarowanego olejem albo zamoczonego w wodzie.

Można zrobić mochi dzień wcześniej?

Można, ale nie dwa dni wcześniej. Najlepiej smakują świeże; w szczelnym pojemniku w lodówce wytrzymają do dwóch dni, z każdą godziną robiąc się odrobinę twardsze. Wyjmij je kwadrans przed podaniem.

Po co obsypywać mochi mąką ryżową?

Mąka tworzy suchą warstewkę, dzięki której pokrojone kostki nie zlepiają się w jedną bryłę. Bez niej po godzinie w pojemniku znajdziesz zamiast kostek jeden różowy placek.

Zrób raz, a potem sam zobaczysz, jak szybko znikają z talerza – u mnie nie dotrwały jeszcze do wieczora. Smacznego!