Scones kokosowe z gorzką czekoladą – lukrowane w kratkę, gotowe w czterdzieści minut od pomysłu do talerza
Kokos i gorzka czekolada to para, która nigdy mnie nie zawiodła. Te bułeczki robię, kiedy ktoś zapowie się na kawę, a ja mam pół godziny. Wychodzi ich osiem, kruche w środku, z chrupiącymi brzegami i lukrem kokosowym w kratkę. Cała robota to jedna miska, trochę zimnego masła i piekarnik.

Składniki:
Bułeczki
- 250 g słodzonych wiórków kokosowych
- 310 g mąki pszennej uniwersalnej
- 50 g cukru
- 1 łyżka proszku do pieczenia
- pół łyżeczki soli
- 170 g gorzkiej czekolady, posiekanej
- 100 g solonego masła, pokrojonego w kostkę i dobrze schłodzonego
- 240 ml śmietanki kokosowej
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- pół łyżeczki aromatu kokosowego
Lukier kokosowy
- 3 łyżki śmietanki kokosowej
- pół łyżeczki aromatu kokosowego
- 90 g cukru pudru
Przygotowanie:
1. Piekarnik nastawiam na 200 stopni i daję mu spokojnie dojść. Blachę wykładam papierem albo matą silikonową i odstawiam na bok. Masło w tym czasie trzymam w lodówce, nie na blacie.
2. Odmierzam mniej więcej trzy czwarte szklanki wiórków kokosowych i mielę je w malakserze, aż zrobi się z nich drobniutki, prawie mączny pył. Przesypuję do dużej miski. Reszta wiórków czeka – część pójdzie na wierzch.
3. Do zmielonego kokosu wsypuję mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól. Mieszam suche składniki porządnie, żeby proszek rozszedł się równo, bo inaczej jedna bułeczka wyrośnie, a druga zostanie płaska.
4. Czekoladę siekam grubo, na nierówne kawałki – taka mi się najbardziej podoba, bo w cieście robią się z niej kieszonki. Czwartą część odkładam do miseczki na dekorację, resztę wsypuję do mąki i mieszam ręką.
5. Teraz zimne masło. Wrzucam kostki do miski i wcieram je palcami w suche składniki albo siekam nożem do ciasta. Ma wyjść coś w rodzaju gruboziarnistej bułki tartej z widocznymi grudkami masła. Pracuję szybko, bo ciepłe dłonie potrafią wszystko zepsuć.
6. Wlewam śmietankę kokosową, dodaję ekstrakt waniliowy i aromat kokosowy. Mieszam tylko tyle, żeby ciasto się zeszło. Ma być zwarte, ale odrobinę suchawe – jeśli w ogóle nie chce się skleić, dolewam śmietanki po łyżce, nie więcej.
7. Blat oprószam mąką i wykładam ciasto. Formuję z niego krąg o średnicy jakichś dwudziestu centymetrów, dociskam boki dłonią, żeby brzegi nie popękały w piekarniku. Kroję na osiem trójkątów i przenoszę je na blachę, zostawiając między nimi trochę miejsca.
8. Piekę 25-30 minut, aż brzegi ładnie się zezłocą, a kuchnia zacznie pachnieć kokosem. Wyjmuję i od razu przekładam bułeczki na kratkę. Muszą wystygnąć całkiem – do końca, nie na pół.
9. Lukier robię w miseczce rózgą: śmietanka kokosowa, aromat i cukier puder. Ma być gęsty, ale spływający z rózgi wstążką. Za rzadki ratuję cukrem pudrem, za gęsty – kilkoma kroplami śmietanki.
10. Wystudzone bułeczki polewam lukrem w kratkę, raz w jedną stronę, raz w drugą. Posypuję odłożoną czekoladą i wiórkami kokosowymi. Podaję od razu albo chowam do szczelnego pojemnika.

Rady babci:
Masło wkładam na kwadrans do zamrażarki, dopiero potem kroję w kostkę i od razu wracam z nim do lodówki. To te zimne grudki robią w piekarniku parę i dzięki nim scones się rozwarstwiają.
Jeśli ciasto zrobiło się kleiste i lepi się do rąk, wstaw je na dziesięć minut do lodówki zamiast dosypywać mąki. Dosypana mąka daje twarde bułeczki.
Nie wyrabiaj ciasta jak na chleb. Mieszasz do momentu, w którym mąka zniknie, i koniec – im więcej ruchów, tym bardziej gumowaty środek.
Lukier na ciepłych bułeczkach spłynie na blachę i tyle go zobaczysz. Poczekaj, aż będą zupełnie zimne, choćby ci się spieszyło.
Część wiórków na wierzch podpraż na suchej patelni, aż zrobią się złote. Pachną wtedy zupełnie inaczej i ładnie odcinają się od białego lukru.
Jak przechowywać:
W szczelnym pojemniku w temperaturze pokojowej trzymają się dwa dni, ale najlepsze są w dniu pieczenia. Można je też zamrozić na trzy miesiące – rozmrażam w temperaturze pokojowej i chwilę odgrzewam w piekarniku.
Czym zastąpić składniki:
Gorzką czekoladę można zamienić na mleczną albo białą, choć to gorzka najlepiej trzyma w ryzach słodycz kokosa. Wiórki niesłodzone też zdadzą egzamin, jeśli wolisz mniej słodkie ciastko. Na wersję bez nabiału biorę roślinny odpowiednik masła i czekoladę bez mleka.
Z czym podać:
Podaję je do mocnej kawy z odrobiną śmietanki kokosowej albo na brunch, ze świeżymi owocami. Na paterze obok innych drobiazgów też wyglądają jak z cukierni.
Najczęściej zadawane pytania:
Dlaczego moje scones wyszły twarde zamiast puszystych?
Najczęściej winne są dwie rzeczy: za ciepłe masło i za długie mieszanie ciasta. Masło musi być zimne i wyczuwalne w kawałkach, a ciasto łączymy tylko do momentu, aż przestanie być sypkie.
Czy muszę użyć gorzkiej czekolady?
Nie musisz, mleczna albo biała też się sprawdzi. Gorzka pasuje tu najlepiej, bo równoważy słodycz kokosa i lukru – przy mlecznej całość robi się wyraźnie słodsza.
Jak długo są świeże i czy można je mrozić?
W szczelnym pojemniku w temperaturze pokojowej wytrzymują dwa dni. Mrożenie znoszą bardzo dobrze, nawet do trzech miesięcy, a po odgrzaniu w piekarniku wracają im chrupiące brzegi.
Da się zrobić te bułeczki bez nabiału?
Tak. Masło zamień na dobrą roślinną alternatywę w kostce, taką, którą da się schłodzić i pokroić, i sprawdź na etykiecie, czy czekolada nie zawiera mleka. Śmietanka kokosowa i tak jest roślinna.
Mogę przygotować ciasto dzień wcześniej?
Jak najbardziej. Doprowadź przepis do momentu pokrojenia na trójkąty, ułóż je na blasze, przykryj folią i wstaw do lodówki na noc. Rano piecz prosto z zimna, dodając kilka minut – zimne ciasto wychodzi nawet bardziej warstwowe.