Czekoladowa płyta z daktyli i białka – bez pieczenia, tężeje w lodówce i łamie się jak prawdziwa tabliczka

Piekarnik zostaje zimny, a i tak wychodzi coś, co smakuje jak brownie. Cała robota to kwadrans przy mikserze, resztę załatwia lodówka. Słodycz idzie z daktyli, gęstość z masła migdałowego, a gruba sól na wierzchu robi z tego coś, po co się wraca. U mnie w domu znika szybciej, niż zdąży porządnie stwardnieć.

Czekoladowa płyta z daktyli i białka - bez pieczenia, tężeje w lodówce i łamie się jak prawdziwa tabliczka

4,6/5 · 54 oceny

Przygotowanie15 min
Razem15 min
Porcje12
Kalorie180 kcal

Składniki:

Podstawa

  • 240 ml drylowanych daktyli medjool, namoczonych przez 10 minut
  • 80 g masła migdałowego albo słonecznikowego
  • 60 g odżywki białkowej waniliowej lub czekoladowej
  • 27 g kakao
  • 5 ml ekstraktu waniliowego
  • 1,5 g soli morskiej
  • 30-60 ml mleka roślinnego, dolewaj według potrzeby

Dodatki i posypka

  • 43 g mini roślinnych chipsów czekoladowych
  • 120 g roztopionej czekolady roślinnej
  • gruba sól morska do posypania

Przygotowanie:

1. Daktyle zalewam ciepłą wodą i zostawiam na dziesięć minut. Mają zmięknąć tak, że palec wchodzi w nie bez oporu. Potem odcedzam i lekko odciskam z nadmiaru wody.

2. Do miksera wrzucam daktyle, masło migdałowe, białko, kakao, wanilię i sól. Dolewam pierwsze 30 ml mleka roślinnego. Chipsy odkładam na bok, one idą później.

3. Miksuję dłużej, niż się wydaje potrzebne. Co chwilę zatrzymuję i zgarniam masę ze ścianek łopatką. Jak się pośpieszysz, w środku zostaną kawałki daktyla i cała płyta będzie ziarnista.

4. Jeśli masa nie chce się kręcić i zbija się w kulę, dolewam mleko po jednej łyżce. Nie więcej naraz, bo z gęstej masy łatwo zrobić rzadkie błoto. Zatrzymuję się, kiedy ciasto jest miękkie i lepkie, ale trzyma kształt na łyżce.

5. Przekładam wszystko do miski i wsypuję chipsy czekoladowe. Mieszam ręką, krótko, kilkoma ruchami. Mikser by je zmielił, a chodzi o to, żeby zostały całe i chrupały w kęsie.

6. Blaszkę wykładam papierem do pieczenia i rozprowadzam masę na jakiś centymetr grubości. Nie musi być idealnie równa, brzegi mogą być poszarpane. Dociskam wierzch dłonią przez kawałek papieru, żeby nic się nie kleiło do rąk.

7. Roztopioną czekoladę wylewam na wierzch i rozprowadzam łyżką po całości. Cienka warstwa wystarczy, to ma być polewa, a nie druga płyta.

8. Zanim czekolada zacznie tężeć, posypuję grubą solą morską. Nie żałuj jej, ale też nie zasypuj wszystkiego. Kilka szczypt rozrzuconych nierówno wygląda i smakuje najlepiej.

9. Wstawiam blaszkę do lodówki na półtorej do dwóch godzin. Jak mi się śpieszy, daję do zamrażarki na jakieś trzydzieści minut. Płyta jest gotowa, kiedy stuknięta paznokciem odzywa się twardo.

10. Wyjmuję razem z papierem i łamię rękami na nierówne kawałki. Nóż tu nie jest potrzebny, wręcz szkoda, bo równe prostokąty odbierają temu cały urok.

Czekoladowa płyta z daktyli i białka - bez pieczenia, tężeje w lodówce i łamie się jak prawdziwa tabliczka

Rady babci:

Jeśli masa wyszła sucha i kruszy się przy rozprowadzaniu, dolej łyżkę mleka i przemiksuj jeszcze raz. Sucha masa po schłodzeniu rozpadnie się na okruchy.

Za rzadka masa nie stężeje porządnie nawet w zamrażarce. Ratuję ją łyżką kakao albo dodatkową łyżką masła migdałowego, nie mąką.

Czekoladę na polewę topię w kąpieli wodnej albo w mikrofalówce po piętnaście sekund, mieszając między jednym a drugim razem. Przegrzana czekolada gęstnieje i robi się matowa.

Odżywki białkowe różnią się chłonnością. Jak twoja mocno pije wilgoć, mleka pójdzie bliżej 60 ml, i to jest w porządku.

Gdyby polewa odchodziła przy łamaniu, następnym razem posyp masę chipsami zanim zaleje ją czekolada. Mają czego się złapać.

Jak przechowywać:

W szczelnym pojemniku w lodówce trzyma się do tygodnia. Na dłużej mrożę w jednej warstwie, przekładając kawałki papierem do pieczenia, żeby się nie sklejały. Rozmrażam na blacie kilkanaście minut albo jem prosto z zamrażarki, wtedy jest twarda i orzeźwiająca.

Czym zastąpić składniki:

Masło migdałowe spokojnie zamienisz na orzechowe albo z nerkowców, każde da trochę inny smak. Jeśli w domu ktoś nie może orzechów, bierz masło słonecznikowe, wychodzi równie kremowo.

Z czym podać:

Podaję kawałki same do kawy albo do zimnego mleka owsianego. Pokruszone świetnie sprawdzają się na wierzchu roślinnego jogurtu i w pudełku na drugie śniadanie.

Najczęściej zadawane pytania:

Dlaczego moja płyta wyszła ziarnista zamiast gładkiej?

Prawie zawsze wina leży po stronie daktyli. Albo były za krótko namoczone, albo mikser pracował za krótko. Namocz je porządnie i miksuj do momentu, aż masa jest jednolita, bez widocznych włókien.

Ile czasu musi stać w lodówce, zanim ją połamię?

Zwykle od godziny do dwóch. W zamrażarce schodzi to do jakichś trzydziestu minut. Sprawdź palcem, wierzch ma być twardy i nie zostawiać śladu.

Po co w ogóle mleko roślinne i ile go dolać?

Mleko reguluje gęstość masy, bez niego mikser może nie dać rady. Zacznij od dwóch łyżek i dolewaj po łyżce, aż masa będzie miękka i klejąca. Więcej niż 60 ml raczej nie będzie potrzebne.

Czy mogę wziąć zwykłą gorzką czekoladę na wierzch?

Jak najbardziej, gorzka nawet lepiej pasuje. Przełamuje słodycz daktyli i daje głębszy smak. Ta z wyższą zawartością kakao szybciej też tężeje.

Da się zrobić bez odżywki białkowej?

Ten przepis jest ułożony pod 60 g białka, które chłonie sporo wilgoci i wiąże masę. Bez niego wyjdzie coś bliżej daktylowej kulki niż płyty, więc trzeba by mocno ograniczyć mleko.

Zrób raz, a potem będziesz trzymać kawałek w zamrażarce na gorsze popołudnia. Smacznego.