Bomboloni z waniliowym budyniem – włoskie pączki smażone na złoto, u mnie znikają jeszcze zanim ostygną

Robię je zawsze wtedy, kiedy w domu ma być trochę świątecznie bez wielkiego powodu. Ciasto drożdżowe jest miękkie jak poduszka, a w środku siedzi gęsty waniliowy budyń ugotowany od zera. Cukier puder na wierzch i tyle. Trzeba na nie poświęcić popołudnie, ale robota jest prosta – większość czasu ciasto pracuje samo.

Bomboloni z waniliowym budyniem - włoskie pączki smażone na złoto, u mnie znikają jeszcze zanim ostygną

4,5/5 · 86 ocen

Przygotowanie2 godz.
Pieczenie / gotowanie30 min
Razem2 godz. 30 min
Porcje12 / 12 do 15 bomboloni
Kalorie400 kcal

Składniki:

Ciasto

  • 480 g mąki pszennej uniwersalnej
  • szczypta soli
  • 67 g białego cukru
  • 240 ml ciepłego mleka pełnotłustego
  • 25 g świeżych drożdży lub 7 g suszonych instant
  • 113 g miękkiego masła bez soli
  • 2 duże jajka, roztrzepane
  • olej roślinny do smażenia

Krem budyniowy

  • 480 ml mleka pełnotłustego
  • 4 żółtka
  • 67 g białego cukru
  • 24 g mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Wykończenie

  • cukier puder do obsypania

Przygotowanie:

1. Do dużej miski wsypuję mąkę, sól i cukier. Robię palcami dołek na środku, wlewam ciepłe mleko – takie, żeby dało się w nim spokojnie trzymać palec – i wkruszam drożdże. Zostawiam na pięć minut, aż mleko zacznie się pienić. Jeśli nic się nie dzieje, drożdże są stare i lepiej wziąć nowe, bo dalej już nic tego nie naprawi.

2. Dokładam miękkie masło i roztrzepane jajka. Wyrabiam ręką albo hakiem w mikserze, dobre osiem minut, czasem dłużej. Na początku ciasto jest lepkie i człowiek chce dosypać mąki – nie dosypuję. Po chwili samo się zbiera i robi gładkie, sprężyste, odchodzi od miski.

3. Formuję kulę, wkładam do natłuszczonej miski i przykrywam wilgotną ściereczką. Odstawiam w ciepły kąt na jakieś półtorej godziny, aż podwoi objętość. Tego nie da się przyspieszyć i nie warto próbować – tu się robi cała puszystość.

4. Wyrośnięte ciasto przekładam na oprószony mąką blat i rozwałkowuję na grubość mniej więcej półtora centymetra, może odrobinę więcej. Wykrawam krążki foremką o średnicy niecałych sześciu centymetrów. Układam je na blaszce z papierem do pieczenia, lekko przykrywam i daję im jeszcze dziesięć minut odpoczynku.

5. W tym czasie wlewam olej do głębokiej patelni albo garnka, na wysokość dwóch i pół centymetra. Rozgrzewam do 175 stopni. Jak masz termometr, użyj go – to nie fanaberia, przy zimnym oleju pączki nasiąkają tłuszczem, przy za gorącym są czarne z wierzchu i surowe w środku.

6. Smażę partiami, po kilka sztuk, żeby nie tłoczyły się w garnku. Wkładam ostrożnie i czekam, aż spód złapie złoty kolor, potem przewracam. Wyławiam na papierowy ręcznik i zostawiam do przestudzenia.

7. Teraz budyń. Mleko podgrzewam w rondelku, aż zacznie parować – nie doprowadzam do wrzenia. W misce ubijam żółtka z cukrem i mąką ziemniaczaną na gładko. Wlewam gorące mleko cienkim strumieniem do żółtek, cały czas mieszając trzepaczką, żeby się nic nie ścięło.

8. Przelewam wszystko z powrotem do rondla i gotuję na średnim ogniu, mieszając bez przerwy, aż zgęstnieje i trzepaczka zacznie zostawiać ślad. Zdejmuję z ognia, wmieszuję waniliię i studzę do końca. Ciepłym kremem nie napełnia się niczego – wycieknie.

9. W przestudzonych pączkach robię małe nacięcie z boku i napełniam je kremem z rękawa cukierniczego. Wciskam tyle, aż poczuję opór. Na koniec obsypuję je cukrem pudrem, nie żałując, i podaję.

Bomboloni z waniliowym budyniem - włoskie pączki smażone na złoto, u mnie znikają jeszcze zanim ostygną

Rady babci:

Jeśli ciasto po godzinie ledwo drgnęło, kuchnia jest za zimna. Wstaw miskę do piekarnika z zapaloną lampką albo obok garnka z ciepłą wodą.

Budyń zrobił się z grudkami? Przetrzyj go przez sitko jeszcze ciepły, wyjdzie gładki jak trzeba. Następnym razem lej mleko wolniej i mieszaj mocniej.

Ciasto podczas smażenia rozpada się albo pije olej – to znaczy, że olej był za chłodny. Wyjmij wszystko, dogrzej tłuszcz i sprawdź na jednym próbnym krążku.

Nie rozwałkowuj ciasta za cienko. Płaskie krążki wychodzą twarde i nie ma w nich miejsca na krem.

Cukier puder sypię dopiero tuż przed podaniem. Na ciepłym pączku wsiąka i po kwadransie wygląda, jakby go wcale nie było.

Jak przechowywać:

Najlepsze są tego samego dnia, jeszcze letnie. W szczelnym pojemniku w temperaturze pokojowej wytrzymają jakieś osiem godzin i dalej są miękkie. Dłużej trzymaj je w lodówce, żeby krem nie zaczął się psuć – ciasto trochę stwardnieje, więc wyjmij je pół godziny przed podaniem. Nadziewanych nie mrożę, bo krem po rozmrożeniu się rozwarstwia.

Czym zastąpić składniki:

Świeże drożdże spokojnie zastąpisz suszonymi instant – wtedy wymieszaj je od razu z mąką, zanim wlejesz płyny. Mleko krowie można zamienić na migdałowe albo owsiane, ale krem wyjdzie lżejszy i trzeba pilnować gęstości. Masło da się zastąpić olejem kokosowym w wersji bez nabiału, choć smak ciasta wyraźnie się zmienia.

Z czym podać:

Podaję je ze świeżymi owocami albo polane sosem czekoladowym czy karmelowym, czasem dosypuję cynamonu do cukru pudru. Do tego mocne espresso albo cappuccino i już nie trzeba niczego więcej.

Najczęściej zadawane pytania:

Świeże drożdże czy suszone – co lepiej sprawdzi się w tym cieście?

Świeże dają smak i konsystencję bliższą tradycyjnej, i to je zwykle biorę. Suszone instant działają równie dobrze i są wygodniejsze, tylko wsyp je od razu do mąki zamiast rozczyniać w mleku.

Po czym poznać, że ciasto wyrosło już wystarczająco?

Ma podwoić objętość, co w ciepłym miejscu zajmuje mniej więcej półtorej godziny. Wciśnij w nie palec – jeśli dołek wraca powoli, jest gotowe. Jak wraca od razu, daj mu jeszcze kwadrans.

W jakiej temperaturze smażyć, żeby nie były tłuste?

Trzymaj olej przy 175 stopniach i nie wrzucaj zbyt wielu naraz, bo temperatura spada. W za zimnym tłuszczu ciasto go wchłania i robi się ciężkie, w za gorącym przypala się z wierzchu, a środek zostaje surowy.

Dlaczego krem wychodzi rzadki i wycieka z pączka?

Najczęściej dlatego, że był jeszcze ciepły przy napełnianiu – gęstnieje dopiero po całkowitym ostygnięciu. Druga przyczyna to za krótkie gotowanie: masa musi wyraźnie zgęstnieć na ogniu, a nie tylko się podgrzać.

Czy można je usmażyć dzień wcześniej i nadziać przed podaniem?

Tak i to nawet dobre rozwiązanie na przyjęcie. Puste pączki przechowaj w szczelnym pojemniku w temperaturze pokojowej, krem osobno w lodówce, a nadziej i obsyp cukrem tuż przed podaniem.

Zrób je w wolne popołudnie, kiedy nikt cię nie goni – reszta sama się ułoży. Smacznego.