Tartaletki z kremem pistacjowym i świeżymi owocami – kruchy spód, lekki krem i pół godziny w lodówce, które robią całą robotę

Robię je zawsze wtedy, gdy chcę, żeby na stole stało coś ładnego, ale nie mam ochoty stać przy kuchni pół dnia. Spód jest kruchy jak trzeba, krem pistacjowy lekki, a owoce dają tę kwaskowatość, bez której cały deser byłby za ciężki. Ciasto i krem można zrobić dzień wcześniej, więc przed przyjściem gości zostaje tylko układanie malin. Z tych proporcji wychodzi sześć tartaletek i po każdej ktoś pyta, co jest w tym kremie.

Tartaletki z kremem pistacjowym i świeżymi owocami - kruchy spód, lekki krem i pół godziny w lodówce, które robią całą robotę

4,6/5 · 45 ocen

Przygotowanie45 min
Pieczenie / gotowanie15 min
Razem1 godz.
Porcje6 / 6 tartaletek
Kalorie420 kcal

Składniki:

Kruche spody

  • 250 g mąki pszennej
  • 125 g zimnego masła
  • 80 g cukru pudru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • szczypta soli

Krem pistacjowy

  • 250 g mascarpone
  • 200 ml śmietanki kremówki 36%
  • 3 łyżki pasty pistacjowej
  • 2 łyżki cukru pudru

Dekoracja

  • 150 g truskawek
  • 100 g malin
  • 100 g borówek
  • 40 g niesolonych, drobno posiekanych pistacji
  • listki mięty lub jadalne kwiaty (opcjonalnie)

Przygotowanie:

1. Mąkę przesiewam do miski, dosypuję cukier puder i szczyptę soli. Zimne masło kroję w kostkę i wcieram palcami w mąkę, aż zrobi się z tego gruba kruszonka. Nie ugniatam, tylko rozcieram – masło ma zostać zimne.

2. Wbijam jajko, dodaję żółtko i ekstrakt waniliowy. Zagniatam szybko, dosłownie kilkanaście sekund, tylko do połączenia. Formuję kulę, spłaszczam ją dłonią, owijam folią i wkładam do lodówki na 30 minut.

3. Schłodzone ciasto rozwałkowuję na blacie na grubość jakichś 3 milimetrów. Wykładam nim foremki, dociskam palcem do dna i do karbowanych boków, nadmiar zbieram wałkiem po brzegu. Spody nakłuwam widelcem gęsto, żeby się nie wybrzuszyły.

4. Piekę w 180 stopniach przez 15 minut, aż brzegi będą złote, a środek suchy. Wyjmuję i studzę do końca – najlepiej w foremkach, bo ciepłe kruche ciasto łatwo pęka.

5. Zimną śmietankę ubijam na sztywno. Miskę też trzymam wcześniej w lodówce, wtedy idzie szybciej i nie ma ryzyka, że śmietanka się zwarzy.

6. W drugiej misce mieszam mascarpone z cukrem pudrem i pastą pistacjową. Robię to łyżką albo mikserem na najniższych obrotach, aż masa będzie gładka i równomiernie zielonkawa.

7. Do masy pistacjowej dokładam bitą śmietanę partiami i mieszam szpatułką od dołu do góry. Delikatnie, bez pośpiechu – krem ma zostać puszysty, a nie zbity.

8. Krem przekładam do rękawa cukierniczego i wyciskam na zupełnie wystudzone spody. Owoce myję i osuszam na ściereczce, truskawki kroję na połówki.

9. Układam owoce na kremie, posypuję posiekanymi pistacjami, a na koniec wkładam listek mięty albo jadalny kwiatek. Podaję od razu albo po krótkim schłodzeniu.

Tartaletki z kremem pistacjowym i świeżymi owocami - kruchy spód, lekki krem i pół godziny w lodówce, które robią całą robotę

Rady babci:

Jeśli ciasto podczas wałkowania klei się i rwie, znaczy że jest za ciepłe – wsuń je z powrotem do lodówki na kwadrans, a nie dosypuj mąki.

Pastę pistacjową przed dodaniem można chwilę potrzymać w cieple, na przykład w misce nad garnkiem z gorącą wodą. Rozluźnia się i mocniej pachnie orzechami.

Krem wyszedł rzadki? Wstaw go na 20 minut do lodówki, zwykle się zbiera. Jeśli nie, dołóż dwie łyżki dobrze schłodzonego mascarpone i wymieszaj szpatułką.

Nie masz rękawa – nakładaj krem metalową łyżeczką i wygładzaj wierzch jej wypukłą stroną. Wygląda inaczej, ale równie ładnie.

Spody dają się upiec dzień wcześniej. Trzymaj je wtedy w szczelnej puszce w suchym miejscu, nigdy w lodówce, bo zwilgotnieją.

Jak przechowywać:

Gotowe tartaletki trzymam w lodówce, luźno przykryte folią, żeby krem nie obsychał. Krem po nocy smakuje nawet lepiej, ale owoce potrafią puścić sok, więc dekoruję dopiero przed podaniem. Spody i krem spokojnie robię dzień wcześniej i składam wszystko na ostatnią chwilę.

Czym zastąpić składniki:

Mascarpone można zamienić na serek kremowy typu Philadelphia – będzie mniej kremowo i trochę bardziej kwaskowo. Zamiast gotowej pasty pistacjowej wystarczą zmielone pistacje wymieszane z odrobiną miodu albo cukru pudru. Kremówkę 36% zastąpisz trzydziestoprocentową, ale schłodź ją porządnie i ubij ze stabilizatorem do śmietany.

Z czym podać:

Podaję je do delikatnej zielonej herbaty, kawy z mlekiem albo herbaty z bergamotką, a przy większej okazji do kieliszka prosecco. Obok dobrze wygląda łyżka sosu malinowego lub truskawkowego rozlanego po talerzu.

Najczęściej zadawane pytania:

Dlaczego mój spód do tartaletek nie jest kruchy?

Najczęściej przez zbyt długie zagniatanie albo ciepłe masło – gluten się rozwija i ciasto robi się twarde zamiast kruche. Masło ma być zimne prosto z lodówki, a ciasto łączysz tylko do momentu, aż się zlepi. Pół godziny chłodzenia to nie fanaberia, tylko warunek.

Jak zrobić, żeby krem pistacjowy był gładki i nie zwarzył się?

Mascarpone najpierw rozrób z cukrem pudrem i pastą pistacjową, dopiero potem wmieszaj osobno ubitą śmietankę. Nigdy nie ubijaj wszystkiego razem mikserem na wysokich obrotach – mascarpone tego nie lubi i robi się ziarniste. Śmietankę dodawaj partiami, mieszając szpatułką od dołu.

Co zrobić, żeby spody nie rozmiękły od kremu?

Przede wszystkim wystudź je do końca, bo ciepłe ciasto paruje pod kremem. Możesz też posmarować wnętrze cienką warstwą rozpuszczonej czekolady albo dżemu – to szczelna bariera przed wilgocią. Krem nakładaj najlepiej niedługo przed podaniem.

Czy mogę użyć innych owoców niż truskawki, maliny i borówki?

Jasne, bierz to, co akurat jest sezonowe. Dobrze sprawdzają się jeżyny, porzeczki, kawałki brzoskwini czy mango. Ważne, żeby owoce nie były przejrzałe i wodniste, bo puszczą sok w krem.

Ile wcześniej mogę przygotować tartaletki?

Ciasto i krem robię nawet dzień wcześniej i trzymam osobno – ciasto w lodówce, krem w zamkniętym pojemniku. Spody upiecz dzień wcześniej i przechowuj w suchej puszce. Składanie i owoce zostaw na godzinę przed podaniem.

U mnie w domu takie tartaletki nie stoją długo, bo znikają jeszcze zanim skończy się kawa. Zrób je raz, a potem będziesz je robić przy każdej okazji. Smacznego.