Pizza z bruschettą i mozzarellą – pomidory kładę dopiero po pieczeniu, dlatego spód zostaje chrupiący do ostatniego kawałka
Piekę tę pizzę zawsze wtedy, gdy nie mam głowy do niczego skomplikowanego, a chcę, żeby na stole stało coś porządnego. Cały trik polega na tym, że pomidory nie idą pod ser, tylko na wierzch po upieczeniu – spód przez to nie moknie i chrupie tak, jak powinien. Od wyjęcia ciasta do pokrojenia mija u mnie jakieś trzydzieści pięć minut. Reszta to czosnkowa oliwa, bazylia i porządny strumień glazury balsamicznej.

Składniki:
Olej i przyprawy
- 45 ml oliwy z oliwek extra vergine
- 3 ząbki czosnku, starte
- szczypta soli
Ciasto i ser
- 454 g świeżego ciasta na pizzę
- 225 g mozzarelli, pokrojonej w cienkie plastry albo porwanej
Dodatki
- 180 ml pomidorowego sosu bruschetta
- 15 g liści świeżej bazylii, porwanych
- glazura balsamiczna do polania
Przygotowanie:
1. Zaczynam od oliwy czosnkowej, bo musi chwilę postać. W małej miseczce mieszam starty czosnek z oliwą i szczyptą soli. Odstawiam na bok i zapominam o niej do czasu, aż będzie potrzebna – oliwa przez ten kwadrans naprawdę przechodzi czosnkiem.
2. Kamień do pizzy albo zwykłą blachę wsuwam do zimnego piekarnika i dopiero wtedy nastawiam 260 stopni. Kamień nagrzewa się razem z piekarnikiem i zostaje w środku do samego końca. U mnie stoi tam jeszcze dobre dwadzieścia minut po tym, jak piekarnik zapiszczy, że gotowy – lepiej za długo niż za krótko.
3. Na blacie rozkładam kawałek papieru do pieczenia i posypuję go mąką albo kaszą manną. Ciasto kładę prosto na papier i przyprószam mąką również z wierzchu. Bez tego klei się do palców i nie chce ustąpić ani centymetra.
4. Rozciągam ciasto rękami na okrągły placek, jakieś 30-35 centymetrów. Nie wałkuję, tylko rozpycham palcami od środka na zewnątrz, zostawiając grubszy rant. Jak ciasto się cofa i wraca, daję mu pięć minut odpoczynku i wracam do niego – wtedy idzie samo.
5. Całą powierzchnię smaruję oliwą czosnkową, brzegi też. Na to rozkładam mozzarellę, równo, żeby nie było łysych miejsc ani serowych gór. I żadnego sosu pomidorowego na tym etapie – to jest cała tajemnica tej pizzy.
6. Łopatką przesuwam pizzę razem z papierem na rozgrzany kamień. Piekę 10-14 minut, aż brzegi zbrązowieją, a ser zacznie bąbelkować i skwierczeć. Od dziesiątej minuty zaglądam, bo w takim żarze wszystko dzieje się szybko.
7. Wyjęta pizza idzie na deskę i dopiero teraz rozkładam na niej łyżką pomidorową bruschettę. Rozprowadzam ją cienko po całości. Nie wciskam wszystkiego, co zostało w słoiku – za dużo pomidorów i spód zmięknie w minutę.
8. Na koniec sypię porwaną bazylię, polewam obficie glazurą balsamiczną i kroję na 8 kawałków. Niosę na stół od razu, bo ta pizza jest najlepsza w pierwszych pięciu minutach.

Rady babci:
Jeśli spód wychodzi blady i miękki, to znaczy, że kamień był za zimny. Następnym razem daj mu dodatkowe dwadzieścia minut w rozgrzanym piekarniku, zanim wsuniesz pizzę.
Ciasto się kurczy i wraca przy rozciąganiu? Zostaw je na blacie na dziesięć minut pod ściereczką. Gluten się rozluźni i placek da się rozciągnąć bez szarpania.
Bruschetta bywa mokra. Jak w miseczce zebrał się sok, odlej go albo odsącz pomidory na sitku – inaczej cały ten płyn wsiąknie w spód.
Ser robi się za ciemny, zanim brzegi się zarumienią? Przełóż pizzę o poziom niżej i skróć pieczenie do dziesięciu minut. Mozzarella ma się rozpłynąć i zabąbelkować, nie przypiec na brązowo.
Zawsze piecz na papierze do pieczenia. Przełożenie pizzy na rozgrzany kamień idzie wtedy jednym ruchem i nic ci się po drodze nie zsunie.
Jak przechowywać:
Resztki trzymam w zamkniętym pojemniku w lodówce, najwyżej trzy dni. Odgrzewam w piekarniku albo na suchej patelni pod przykryciem, żeby spód wrócił do chrupkości. Do mikrofali tej pizzy nie wkładam, bo ciasto robi się gumowate.
Czym zastąpić składniki:
Zamiast świeżej mozzarelli można wziąć twardą mozzarellę do tarcia albo burratę, jeśli lubisz kremowo. Kiedy nie ma gotowej bruschetty, kroję świeże pomidory w kostkę i mieszam je z czosnkiem i oliwą – wychodzi to samo. Kto lubi ostrzej, sypie na wierzch szczyptę płatków chili.
Z czym podać:
Podaję z prostą zieloną sałatą skropioną cytryną i oliwą, która ładnie przełamuje tłustość. Do tego lekkie białe wino albo woda gazowana z cytryną, a na spotkanie kroję pizzę na mniejsze kawałki i idzie jako przekąska.
Najczęściej zadawane pytania:
Czy mogę użyć gotowego ciasta ze sklepu?
Jak najbardziej, sama tak robię, gdy się śpieszę. Wybierz świeże ciasto z chłodni, nie mrożone, i wyjmij je z lodówki na pół godziny przed rozciąganiem. Zimne ciasto nie chce się rozciągać.
Dlaczego pomidory dodaje się dopiero po upieczeniu?
Bo bruschetta jest mokra i w piekarniku puściłaby sok prosto w ciasto. Spód zrobiłby się miękki i papkowaty. Rozłożona na gorącej pizzy po wyjęciu zdąży się ogrzać, a spód zostaje chrupiący.
Da się to upiec bez kamienia do pizzy?
Da się, wystarczy zwykła blacha albo odwrócona brytfanna. Warunek jest jeden: musi się nagrzewać razem z piekarnikiem, pusta, przez co najmniej dwadzieścia minut. Pizza wsunięta na zimną blachę nigdy nie będzie chrupiąca.
Skąd wiem, że pizza jest już gotowa?
Brzegi mają być złote z ciemniejszymi plamkami, a ser rozpuszczony i bąbelkujący. Podważ placek łopatką i zerknij na spód – powinien być suchy i zrumieniony. Zwykle zajmuje to 10-14 minut.
Czy oliwę czosnkową trzeba robić wcześniej?
Nie trzeba, ale warto. Kwadrans postoju wystarczy, żeby oliwa nabrała aromatu czosnku. Jeśli nie masz czasu, wymieszaj i użyj od razu – będzie dobrze, tylko trochę mniej wyraziście.