Leśny mech z galaretką malinową – zielony biszkopt, który nikogo nie zniechęca, a maliny robią resztę roboty

Zielone ciasto brzmi podejrzanie, wiem. Ale szpinaku w nim nie czuć wcale – daje tylko kolor i taką wilgotność, że biszkopt zostaje miękki nawet trzeciego dnia. Do tego warstwa galaretki z całymi malinami i puszysty krem ze śmietanki z mascarpone. Robię je, kiedy chcę, żeby na stole coś ładnie wyglądało, a nie chcę stać przy kuchni pół dnia.

Leśny mech z galaretką malinową - zielony biszkopt, który nikogo nie zniechęca, a maliny robią resztę roboty

4,5/5 · 45 ocen

Przygotowanie30 min
Pieczenie / gotowanie30 min
Razem1 godz.
Porcje8 / 1 ciasto 24×24 cm
Kalorie350 kcal

Składniki:

Biszkopt

  • 200 g świeżego szpinaku
  • 280 g mąki pszennej tortowej
  • 50 g mąki ziemniaczanej
  • 125 ml oleju
  • 3 jajka
  • 133 g cukru (2/3 szklanki)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia

Warstwa z galaretką i owocami

  • 2 galaretki malinowe
  • 400 g malin
  • 700 ml gorącej wody

Masa śmietankowa

  • 250 g serka mascarpone
  • 500 ml śmietanki kremówki 30%
  • 2 czubate łyżki cukru pudru

Przygotowanie:

1. Szpinak wrzucam do blendera i miksuję na gładką, gęstą papkę. Ma być jednolita, bez włókien – jak zostaną nitki liści, będą potem widoczne w cieście.

2. Jajka z cukrem ubijam mikserem tak długo, aż masa zrobi się jasna i puszysta, prawie jak krem. To zajmuje kilka minut i tego kroku nie skracam – na tym stoi cała lekkość biszkoptu. Potem, wciąż miksując, leję olej cienkim strumieniem.

3. Dodaję zmiksowany szpinak i miksuję już tylko na najniższych obrotach, chwilę, do połączenia. Masa zrobi się ładnie zielona.

4. Mąkę pszenną, ziemniaczaną i proszek do pieczenia mieszam razem i przesiewam wprost do miski. Teraz odkładam mikser i biorę szpatułkę – mieszam delikatnie, ruchem z dołu do góry, aż nie widać już suchej mąki. Nie ubijam, bo wypuszczę powietrze.

5. Kwadratową formę 24×24 cm wykładam papierem do pieczenia i przelewam do niej ciasto. Wyrównuję wierzch i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut. Sprawdzam patyczkiem – ma wyjść suchy.

6. Upieczony biszkopt studzę do końca, dopiero potem ścinam nożem wierzchnią, ciemniejszą warstwę i kruszę ją w palcach na drobne okruszki. To będzie mech na wierzch. Reszta zostaje w formie jako spód.

7. Obie galaretki rozpuszczam w 700 ml gorącej wody i mieszam, aż nie zostanie ani jednego kryształka. Odstawiam do przestudzenia – gorącej nie wylewam nigdy, bo rozmoczy biszkopt. Gdy jest już letnia, wsypuję maliny i wylewam wszystko na spód. Do lodówki, aż lekko stężeje.

8. Dobrze schłodzoną kremówkę ubijam na sztywno. Dodaję mascarpone i cukier puder i mieszam już krótko, tylko do połączenia – przebite mascarpone potrafi się zwarzyć. Krem wykładam na stężałą galaretkę i wyrównuję.

9. Na koniec obsypuję wierzch pokruszonym biszkoptem, gęsto, żeby wyglądało jak leśny mech. Wstawiam do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc. Ciasto musi się przegryźć i porządnie stężeć.

Leśny mech z galaretką malinową - zielony biszkopt, który nikogo nie zniechęca, a maliny robią resztę roboty

Rady babci:

Jeśli masa jajeczna nie chce urosnąć, sprawdź jajka – powinny być w temperaturze pokojowej, zimne ubijają się o wiele gorzej.

Galaretka wylana za ciepła zawsze przesiąka w biszkopt i robi z niego breję. Poczekaj, aż będzie ledwo letnia i zacznie się już lekko kleić na łyżce.

Krem się zwarzył i wygląda jak kaszka? Najczęściej to za długie miksowanie mascarpone. Następnym razem ubij samą śmietankę, a serek wmieszaj szpatułką ręcznie.

Maliny mrożone też są dobre, ale nie rozmrażaj ich wcześniej – wrzuć prosto z zamrażarki do letniej galaretki, inaczej puszczą sok i rozpadną się na papkę.

Ciasto źle się kroi, gdy jest za mało schłodzone. Nóż zanurz w gorącej wodzie, wytrzyj i tnij – warstwy zostaną równe.

Jak przechowywać:

Trzymam w lodówce, szczelnie przykryte folią albo w zamykanym pojemniku – wytrzymuje spokojnie trzy dni i nic nie traci. Jeśli robię wcześniej, mrożę już schłodzone porcje na 2-3 tygodnie, a potem rozmrażam przez noc w lodówce.

Czym zastąpić składniki:

Kremówkę można zamienić na śmietanę 36 procent, wtedy krem wychodzi gęstszy i bardziej maślany. Zamiast malin sprawdzą się borówki albo jagody, tylko dobierz do nich galaretkę w podobnym smaku. Mascarpone da się zastąpić bardzo dokładnie zmielonym twarogiem sernikowym, choć krem będzie mniej aksamitny.

Z czym podać:

Podaję z listkiem świeżej mięty albo bazylii, które ładnie podbijają malinę, i z filiżanką owocowej herbaty lub naparu z hibiskusa. Kto lubi słodziej, dostaje jeszcze kleks bitej śmietany obok.

Najczęściej zadawane pytania:

Czy w tym cieście czuć szpinak?

Nie, i to jest cała sztuczka tego ciasta. Szpinak daje kolor i wilgoć, ale smak zagłusza cukier, olej i malinowa galaretka. Dzieci zjadają i nie mają pojęcia, co jest w środku.

Mogę użyć szpinaku mrożonego zamiast świeżego?

Można, ale rozmroź go dokładnie i mocno odciśnij z wody, zanim zmiksujesz. Nadmiar płynu rozrzedzi ciasto i biszkopt wyjdzie zbity zamiast puszystego.

Ile ciasto musi stać w lodówce, zanim je pokroję?

Minimum cztery godziny, a najlepiej całą noc. Galaretka i krem potrzebują czasu, żeby porządnie stężeć – wcześniej porcje będą się rozjeżdżać na talerzu.

Czy galaretka musi być malinowa?

Nie musi, sprawdzi się każda ulubiona – truskawkowa, wiśniowa czy agrestowa. Trzymaj się tylko zasady, żeby owoce pasowały smakiem do galaretki, bo inaczej robi się bałagan w smaku.

Czym zastąpić mascarpone, jeśli go nie mam?

Najbliżej będzie serek kremowy typu Philadelphia albo dobry kremowy twaróg. Struktura wyjdzie podobna, smak odrobinę bardziej kwaskowy – wtedy dosyp pół łyżki cukru pudru więcej.

To ciasto zawsze schodzi u mnie pierwsze, choć na początku każdy patrzy na nie podejrzliwie. Zróbcie raz, a wrócicie do niego – smacznego.