Koreańskie klopsiki w sosie gochujang – pieczone, nie smażone, a i tak schodzą prosto z blachy

Robię je zawsze, kiedy chcę czegoś ciepłego i konkretnego, a nie mam głowy do stania nad patelnią. Mięso idzie do piekarnika, a ja w tym czasie gotuję sos – i po czterdziestu minutach jest kolacja. Gochujang daje słodką ostrość, jakiej nie da żadna zwykła papryka, a majonez z limonką ten ogień ładnie studzi. U mnie w domu nikt nie czeka, aż stanie na stole – podjadają z blachy.

Koreańskie klopsiki w sosie gochujang - pieczone, nie smażone, a i tak schodzą prosto z blachy

4,5/5 · 120 ocen

Przygotowanie20 min
Pieczenie / gotowanie20 min
Razem40 min
Porcje5 / 4-6 porcji
Kalorie450 kcal

Składniki:

Mieszanka na kotlety

  • 450 g mielonej wołowiny lub wieprzowiny
  • 3 ząbki czosnku, posiekane bardzo drobno
  • 15 g świeżego imbiru, startego
  • 3 dymki, drobno pokrojone
  • 30 ml sosu sojowego
  • 15 ml oleju sezamowego
  • 60 g bułki tartej panko
  • 1 duże jajko

Polewa

  • 30 g pasty gochujang
  • 30 ml sosu sojowego
  • 12 g brązowego cukru
  • 5 ml oleju sezamowego
  • 15 ml octu ryżowego

Pikantny majonez

  • 120 g majonezu
  • 15 g srirachy lub pasty gochujang
  • 15 ml soku z limonki

Przygotowanie:

1. Do dużej miski wbijam jajko, wsypuję panko i zalewam sosem sojowym oraz olejem sezamowym. Mieszam to najpierw samo, żeby bułka zdążyła nasiąknąć – dzięki temu klopsiki wychodzą miękkie, a nie suche.

2. Dorzucam mielone mięso, czosnek, starty imbir i posiekaną dymkę. Mieszam ręką, ale krótko – tylko do połączenia. Im dłużej ugniatasz, tym bardziej masa się zbija i robią się z tego gumowe kulki.

3. Nastawiam piekarnik na 200 stopni, a blachę wykładam papierem do pieczenia. Zawsze robię to zanim wezmę się za toczenie, bo potem mam ręce w mięsie.

4. Toczę kulki wielkości orzecha włoskiego, jakieś 2,5 cm. Układam je na blasze z małymi odstępami. Jeśli masa klei się do dłoni, zwilżam ręce zimną wodą – od razu idzie łatwiej.

5. Wstawiam do nagrzanego piekarnika na 18-20 minut. Są gotowe, kiedy z wierzchu ładnie się zrumienią, a na blasze zbierze się trochę soku. Przekrojony klopsik ma być w środku szary, bez różu.

6. W tym czasie do małego rondelka wrzucam gochujang, sos sojowy, brązowy cukier, olej sezamowy i ocet ryżowy. Stawiam na średnim ogniu i mieszam bez przerwy przez 3-4 minuty, aż sos zacznie leniwie bulgotać i oblepiać łyżkę. Nie odchodź od garnka – cukier lubi przypalić się w sekundę.

7. Gorące klopsiki przekładam z blachy do miski i polewam sosem. Mieszam dokładnie, żeby każdy był ładnie oblepiony, i zostawiam na pięć minut. To ważne – w tym czasie mięso wciąga smak.

8. Do małej miseczki daję majonez, srirachę (albo gochujang) i sok z limonki. Mieszam widelcem, aż będzie gładkie i różowawe.

9. Podaję klopsiki z tym pikantnym majonezem obok. Na wierzch sypię sezam i resztę dymki, jeśli została.

Koreańskie klopsiki w sosie gochujang - pieczone, nie smażone, a i tak schodzą prosto z blachy

Rady babci:

Sezam zawsze podpraż przez minutę na suchej patelni, mieszając. Surowy jest nijaki, prażony pachnie orzechami na cały dom.

Jeśli masa jest za luźna i kulki się rozłażą, wstaw miskę na kwadrans do lodówki – stężeje i będzie się toczyć bez problemu.

Sos zgęstniał za bardzo i zrobił się jak karmel? Dolej łyżkę wody i zamieszaj na ogniu, wróci do gładkiej konsystencji.

Nie polewaj klopsików sosem na blasze, tylko przełóż je do miski. Na blasze sos ścieka na dno i pół smaku zostaje na papierze.

Jeśli boisz się, że wyjdzie za ostre, zrób sos z połową gochujang, spróbuj i dopiero potem dodaj resztę. Odjąć ostrości już się nie da.

Jak przechowywać:

Resztki trzymam w szczelnym pojemniku w lodówce, do trzech dni. Odgrzewam w piekarniku – wtedy polewa znów ładnie się szkli, a mięso zostaje soczyste. Mikrofalówka je trochę wysusza, więc sięgam po nią tylko w pośpiechu.

Czym zastąpić składniki:

Zamiast wołowiny czy wieprzowiny możesz wziąć mielonego kurczaka albo indyka – wyjdzie lżej. Brązowy cukier w polewie spokojnie zastąpi miód albo syrop klonowy w tej samej ilości. Gochujang najbliżej podrobisz mieszając pastę miso z płatkami chili, bo chodzi o ten fermentowany, głęboki smak.

Z czym podać:

Najlepiej na miseczce gorącego ryżu jaśminowego albo brązowego, żeby wciągnął sos, a obok duszony bok choy lub szpinak z czosnkiem i sezamem. Na przyjęcie układam je na półmisku z wykałaczkami i stawiam obok miseczkę ostrego majonezu.

Najczęściej zadawane pytania:

Które mięso wybrać – wołowe czy wieprzowe?

Oba są dobre. Wołowina daje wyraźniejszy smak, wieprzowina jest tłustsza i przez to soczystsza. Ja najczęściej biorę pół na pół i to wychodzi najlepiej.

Czy mogę je przygotować dzień wcześniej?

Jak najbardziej. Uformuj i upiecz je wcześniej, a przed podaniem delikatnie podgrzej i dopiero wtedy polej sosem. Świeży sos na ciepłych klopsikach robi całą różnicę.

Nie mam gochujang, czym to zastąpić?

Weź pastę chili z odrobiną miso albo sosu sojowego – kierunek będzie podobny. Ale nie oszukujmy się, tego fermentowanego posmaku gochujang nic w pełni nie odda.

Jak ostre to jest naprawdę?

Umiarkowanie – piecze przyjemnie, ale nie zwala z nóg. Ostrość regulujesz ilością gochujang w polewie i srirachy w majonezie, więc możesz zejść niżej albo podkręcić.

Co podać do nich, żeby wyszedł pełny obiad?

Gotowany ryż to podstawa, bo zbiera sos z talerza. Do tego warzywa krótko podsmażone na dużym ogniu albo świeża surówka z ogórka – kwaskowata i chłodna, ładnie równoważy pikantność.

Zrób raz, a potem sam zobaczysz, że blacha pustoszeje szybciej, niż zdążysz nakryć do stołu. Smacznego.